Wpisy z tagiem: słodko
piątek, 30 kwietnia 2010
To moje kolejne cukiernicze spotkanie z Ilcią:), pod wpływem chwili przyłączyłam się do turlania razem z nią trufelków, prawdziwie telepatycznie zrobiłyśmy je o tej samej godzinie, w środę.
Dzięki Ilciu za zabawę, było przepysznie:D!
Trufelki z płatków owsianych (Skorzystałyśmy ze świetnego przepisu Nutelki, ja dokonałam w nim niewielkich zmian) - 3 szklanki płatków owsianych - 1 szklanka cukru - 4 łyżki kakao - 130 g masła - 8 łyżek mleka - kilka kropel likieru Amaretto - płatki kokosowe do dekoracji
1. Masło rozpuszczamy w garnku (należy uważać, ponieważ bardzo szybko można je przypalić). 2. Dodać cukier, kakao, mleko i podgrzewać aż cukier się rozpuści. 3. Wsypać płatki i gotować ok. 5 minut na małym ogniu, mieszać łopatką by masa się nie przypaliła. 4. Pod koniec gotowania dodać likier Amaretto. 5. Zdjąć z ognia, gdy masa troszkę przestygnie formować z niej kulki i obtaczać w płatkach kokosa. Rady autorki: Należy uważać, by za długo nie gotować masy, gdyż może być zbyt sucha i twarda- nie będzie się wtedy lepić. W takim wypadku można spróbować dodać jeszcze trochę mleka i chwilkę pogotować. Do całości można też dodać rodzynki. Też jest bardzo smaczne ale bardziej słodkie. Ps: Wszyscy którzy ich próbowali stwierdzili jednogłośnie, że są przepyszne. Rozdałam już 3 kopie tego przepisu, to chyba wystarczająca rekomendacja?:) Smacznego:)
Zapraszam do Galerii Chleba na Niemiecki chleb wiejski
Pozdrawiam i życzę udanej Majówki, Olcik
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Tym razem nie o mnie, tym razem o kimś. O kimś kto inspiruje i sprawia, że każdy nawet zupełnie niedoświadczony kucharz przenosi się w inny świat. Bo gdyby nie ona pewnie długo jeszcze (a może i nigdy?) nie dowiedziałabym się co to jest matcha, tamarynd, labneh, jibneh i wreszcie makagigi!:), że najlepsze pączki to te z przepisu Marii Disslowej, nie zobaczyłabym tak cudnej tarty z czerwonymi pomarańczami, i nie przeczytałabym tylu ciekawych opowiadań o potrawach i nie tylko:) Basiu, dzięki, że jesteś! " To będzie dzień w kolorze pomarańczy", pomyślałam i zabrałam się za robienie pysznej marmolady z przepisu Marty Gessler, a wypatrzonej właśnie u Basi, cytuję więc za nią:)
Przepis na marmolade pomarańczową, nie za slodką, nie za gorzką: 3 wielkie pomarańcze (1.5 kg) 500g jasnego trzcinowego cukru skórka z 1/2-1 pomarańczy sok z jednej cytryny
Pomarańcze obrałam, dokładnie wyfiletowalam (czyli pozbyłam się wszystkich białych części), posiekałam. Uzyskałam tym sposobem 750g pomarańczowego miąższu wraz z sokiem. Pomarańczową masę zasypałam cukrem. Uprzednio dokładnie wyszorowane skórki pomarańczowe zalałam 2 litrami wrzącej wody i gotowałam przez 10 minut. Odcedziłam, ostudzilam. Skórkę z jednej pomarańczy drobno posiekałam w paseczki i dodałam do pomarańczowo-cukrowej masy (z pozostałych skórek robię skórkę kandyzowaną). Doprowadziałam wszystko do wrzenia i gotowałam na średnim, później na małym ogniu do odparowania płynu o połowę (pozostaje około 0.5l marmolady). Na końcu dodałam sok z cytryny. Stosunek cukru do miąższu może spokojnie wynosić 1:1, ja dodaję odrobinę mniej cukru, dłużej się gotuje, wiec aromat marmolady dłużej może nas drażnic, taka tajemnica. Wykorzystuję zazwyczaj skórkę z 1 pomarańczy, ale jeśli ktoś marzy o łagodnej marmoladzie, to wystarczy skórka połowy. Jeśli z kolei ktoś pragnąłby przygotować gorzką marmoladę - nic prostszego - skórki z 2 pomarańczy dodać musi. Smacznego:)!
Ps: No nie mogłam się powstrzymać żeby nie zacytować mojego ulubionego zdania autorstwa Basi, "Jak juz o ostatkowych przysmakach, to dodac musze slow pare o wysmienitym chruscie, chruscie marzen. "
niedziela, 25 kwietnia 2010
Zadziwia mnie to jak przewrotna jest fortuna, dzisiaj cieszę się z wypracowanej czwórki, jutro patrzę z niedowierzaniem na jedynkę z plusem. Tak samo jest z przyrodą, dziś widzę kwitące drzewa, jutro zobaczę ich owoce. Panta rhei.
Szukam powodów do radości, piekę łatwe- trudne ciasto . Jak napisała Liska, to ciasto dla tych którzy nie mają problemów z zastosowaniem się do ogólnie panujących zasad. Gdy jajka mają mieć temperature pokojową, a mąka przesiana to tak musi być i koniec kropka. Nie można się wściekać o to, że ciasto nie wyszło jeśli mąkę wsypaliśmy prosto z torebki, żółtka wymieszaliśmy byle jak i na końcu wmieszaliśmy bezę.
Cytrynowe ciasto biszkoptowe (Lemon Chiffon Cake) Źródło: The fundamental technique of classic pastry arts, The French Culinary Institute 1 ciasto o średnicy 22,5 cm (Ja piekłam z połowy porcji w tortownicy o śr. 16 cm, dziękuję Ci Szarlotku ;* przyp. red. Olcik)
5 dużych żółtek, w temperaturze pokojowej 80 ml oleju roślinnego Sok i skórka starta z 1 cytryny 150 g mąki pszennej, przesianej przez sitko 1 i 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
Beza: 5 dużych białek, w temp. pokojowej 150 g cukru
Dodatkowo: kilka łyżeczek domowej marmolady pomarańczowej lub np. lemon curd
Piekarnik nagrzać do 175 st C. (funkcja: pieczenie góra-dół) Miękkim masłem posmarować spód formy do pieczenia (nie smarujemy boków). Odstawić. Żółtka połączyć w średniej misce z olejem, skórką i sokiem z cytryny i dobrze ubić. Mąkę przesiać przez sitko, połączyć z proszkiem do pieczenia i używając drewnianej łyżki, wmieszać suche składniki do masy z żółtkami uważając, by nie było grudek. Aby zrobić bezę, białka wlać do miski i ubijać - najpierw na wolnych obrotach by białka napowietrzyć, dodać cukier, zwiększyć obroty do jak najwyższych i ubijać ok. 5 minut, aż masa będzie sztywna. Używając łopatki, delikatnie wmieszać bezę do masy. Przełożyć masę do formy. Wygładzić wierzch i piec 35-45 minut. Ciasto powinno by rumiane. Formę z ciastem wyjąć z piekarnika i ostudzić zanim je z niej wyjmiemy.
Smacznego!
Ps: A jutro pochwalę się przepyszną marmoladą pomarńczową widoczną na zdjęciach:)
czwartek, 22 kwietnia 2010
Kupuję pierwsze w tym roku truskawki, kwietniowe. Choć obiecywałam sobie, że poczekam do tych prawdziwych, polskich, późnomajowych przełamałam się. Planuję zrobić tartaletki z budyniem zwieńczone utęsknionymi owocami.
Truskawki? można rzec truskawy!Od sprzedawczyni dowiaduję się, że pochodzą z Turcji. Wielkie, dorodne, odpowiednio pachnące. W smaku? Mogą być.. ale to jeszcze nie te prawdziwe. Apetyt na truskawki został częściowo uśpiony.
Deser truskawkowy cias teczkowo-jogurtowy składniki na 1 porcję: - garść truskawek - 1 łyżka cukru brązowego (można to regulować wedle uznania) - kilka łyżek gęstego jogurtu (np. greckiego) bądź gęstej śmietany - około pięciu ciasteczek np. digestive ( ja użyłam pierniczków Pepparkakor przyp. red. Olcik)
Truskawki rozgniatamy. Wkładamy część na dno pucharka lub wysokiej szklanki, posypujemy cukrem, następnie nakładamy część jogurtu i tak na zmianę do zapełnienia całego naczynia. Smacznego!:) Miłego wieczoru Wam życzę, Olcik.
czwartek, 08 kwietnia 2010
I nastał wreszcie moment podzielenia się z Wami moim ostatnim wielkanocnym deserem:) Nie mogło na Naszym stole zabraknąć mazurka. W tym roku wcale nietradycyjny, aczkolwiek tak dobry, że każdemu kto choć troszkę lubi orzechy mogę go serdecznie polecić. To chyba pierwszy mazurek, który zrobił na mnie aż tak dobre wrażenie pod dwoma względami: krótkiego czasu wykonania (nie licząc łupania własnych orzechów oraz mielenia ich:) i niesamowitego smaku. Gorąco polecam, nie tylko na Wielkanoc!:)
Mazurek orzechowy Źródło przepisu: Mniam Mniam Z moimi i Liski zmianami
Ciasto: ok. 1 szklanki orzechów włoskich 15 dag masła 8 łyżek cukru 80 g mąki pszennej 3 białka tłuszcz i tarta bułka do formy
Polewa: - 3 żółtka - 8 łyżek cukru - łyżka cukru waniliowego - 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej - orzechy do dekoracji (użyłam zarówno w całości jak i zmielonych przyp. red. Olcik)
Sposób przygotowania: Orzechy mielę. Masło ucieram do białości, stopniowo dodaję cukier. Z białek ubijam sztywną pianę.
Składniki ciasta delikatnie mieszam, dodając do utartego masła na przemian przesiana mąkę, pianę i zmielone orzechy. (Wymieszałam masę orzechową z mąką, a na końcu wyłożyłam na nią pianę z białek przyp. red. Olcik).
Ciasto wkładam do formy wysmarowanej tłuszczem i wysypanej tartą bułką (użyłam formy o wymiarach 23x33 cm, a wyłożonej papierem do pieczenia, przyp. red. Olcik). Piekę około 30 minut w umiarkowanie gorącym piekarniku nagrzanym do 180 st C, przyp. red. Olcik).
Przygotowuję polewę : żółtka ucieram z cukrem i cukrem z prawdziwą wanilią. Przesiewam do masy żółtkowej mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszam.
Upieczone ciasto wyjmuje z piekarnika i natychmiast smaruję polewą, dekoruję kawałkami orzechów i ponownie wstawiam do piekarnika na 3-4 minuty (Piekłam 10 minut, przyp. red. Olcik).
Smacznego!
Ps: Bardzo się ucieszyłam, gdy ujrzałam ten sam mazurek, wczoraj u Majanki:-). Telepatia działa.
Pozdrawiam Was ( już prawie piątkowo:), Olcik.
To już ostatnia moja propozycja do:
sobota, 06 marca 2010
Spotkałyśmy się wczoraj wieczorkiem z Ilką;*, wspaniałą i mega ciepłą osóbką. Dziękuję:* Na przełamanie pierszych lodów upiekłyśmy we dwie Ciasto z jabłkami i budyniem od Zuzy:), które ośmieliłam się nazwać szarlotką:)
Szarlotka z budyniem karmelowym Składniki:
-4 szklanki mąki krupczatki -1 szklanka cukru -3 jajka -1 kostka masła (250 g) -3 łyżeczki proszku do pieczenia - słoik musu jabłkowego -2 budynie karmelowe ugotowane w 2 i 1/2 szklanki mleka z łyżeczką masła -1 cukier wanilinowy
Przygotowanie: Z mąki, cukru, jaj, masła i proszku zagnieść ciasto i rozdzielić je na dwie nierówne części. Większą część rozwałkować i przenieść do formy (równie dobrze można nim po prostu wylepić blachę). Na ciasto wyłożyć jabłka i posypać cukrem wanilinowy. Gorącym budyniem zalać jabłka, przykryć je drugą częścią ciasta i piec godzinę w temperaturze 180 st.
Życzymy smacznego! :)
Z uśmiechem na ustach dołączamy się z Naszymi dwoma ciastami do:
Ps: Jeszcze raz wielkie podziękowania dla mojej Ilki, już się palę na następny raz;p!
czwartek, 11 lutego 2010
..Tłusty Czartek!:) Mówię drożdże, myślę pieczywo. Mówię mleko, myślę krowa. Mówię cukier, myślę słodko. Mówię żółtka, myślę te wiejskie. Mówię róża, myślę kwiat. Mówię pączki, myślę Tłusty Czawartek!
Moje debiutanckie, prawdziwe pączki!:D No dobrze, proszę się nie śmiać. Wiem, że idealne to one nie są. Co do smaku to się nie wypowiadam, bo zjadłam trzy gorące niemalże ( nie mogłam się doczekać:-)!, wtedy były dobre:P. Coś czuję, że będzie jakaś powtórka pączkowo-ostatkowa, bo ten advocat tak za mną chodzi..
Pączki bardzo dobre Przepis pochodzi z książki "W kuchni babci i wnuczki" wyd. Nowy Świat, z moimi zmianami
- 1/2 kg przesianej mąki (dałam tortową)
- 5 dag drożdży
- 6 łyżek cukru
- ok. szklanki mleka
-szczypta soli
- 5 żółtek
- 5 łyżek masła
- otarta skórka z cytryny
- 1/2 kieliszka spirytusu lub kieliszek wódki
Do nadziewania pączków: -konfitura z dzikiej róży
Do smażenia:
- ok. 1/2 kg smalcu ( smażyłam na oleju)
1. Drożdże rozprowadzić z łyżką mąki i cukru ciepłym mlekiem.Poczekać, aż wyrosną.
2. Utrzeć żółtka zresztą cukru.
3. W miseczce połączyć mąkę z drożdżami, utartymi żółtkami, skórką z cytryny, szczyptą soli, spirytusem i wyrabiać.
4. Pod koniec wyrabiania, kiedy już ciasto jest doskonale wymieszane i lekko odstaje od łyżki lub dłoni, dolać stopione masło. Ciasto powinno być dość "wolne", czyli rzadkie, a także delikatne. Zostawić do wyrośnięcia.
5. Wyrośnięte ciasto rozwałkować lekko na grubość palca na wysypanej mąką stolnicy. Wycinać szklanką krążki, na środek nakładać konfiturę z róży. Można nakrywać takim samym krążkiem wyciętym z ciasta. Można też rozwałkować ciasto nieco grubiej i wycinać jeden krążek, który po nałożeniu konfitury różanej zlepiać palcami w jednym miejscu, tworząc jakby pakiecik.
6. Układać gotowe pączki na serwecie posypanej mąką. Pączki zlepiane z jednego krążka kłaść miejscem zlepienia w dół.
7. W dość obszernym naczyniu rozgrzać smalec. Powinien być dość gorący, ale nie palić pączków; sprawdzić moża wrzucając kawałek ciasta, jeśli się lekko, niezbyt gwałtownie rumieni, temperatura jest odpowiednia. (To pominęłam i smażyłam we frytkownicy, poelcam!) .Smażyć po kilka pączków na umiarkowanym ogniu nie gwałtownym, lecz i nie za lekkim, aby nie nasiąkały tłuszczem. Po jednej stronie smażyć pod przykryciem, a po drugiej, po przewróceniu pączków przy pomocy patyczka czy widelca, bez przykrycia, wtedy utworzy sie wokół pączka ładna, jaśniejsza obwódka.
8. Po usmażeniu na brązowo, wyjąć pączki, osączyć z tłuszczu ma bibule, posypać cukrem pudrem przez sitko lub polukrować. Smacznego!
Pozdrawiam, przyznać się kto nie zjadł dziś żadnego pączka:P?
poniedziałek, 01 lutego 2010
Niespodzianek ciąg dalszy. Dochodzę do wniosku, ze skoro nieszczęścia chodzą parami, to szczęścia chyba też (:. Ogromnym zaszczytem jest dla mnie poprowadzenie Weekendowej Cukierni już po raz drugi. A to wszystko dzięki Naszej kochanej Poleczce, która nie bała się i dała mi tę możliwość. Nie wiem jak inne gospodynie/ gospodarze, ale ja zawsze mam problem z propozycjami do takich akcji. Długo zastanawiam sie nad nimi , przeglądam ,oglądam, czytam, a w ostatniej chwili i tak wszystkie je zmieniam o 180 stopni :). I tak też było dzisiaj. Z racji tego, że luty będzie obfitował we wszelkiego rodzaju święta (Tłusty Czwartek, Walentynki, Ostatki) poniżej przedstawię kilka znakomitych propozycji, które idelanie będą wpisywały się w odświętne menu :)
Tłusty Czwartek Pączki! (Przepisu na nie szukałam baaaardzo długo, chciałam by był sprawdzony i pyszny. By pączki z niego wyszły takie na jakie czeka się cały rok,czyli przepyszne.:) Pączki bardzo dobre Przepis pochodzi z książki "W kuchni babci i wnuczki" wyd. Nowy Świat - 1/2 kg przesianej mąki - 5 dag drożdży - 6 łyżek cukru - ok. szklanki mleka -szczypta soli - 5 żółtek - 5 łyżek masła - otarta skórka z cytryny - 1/2 kieliszka spirytusu lub kieliszek wódki Do nadziewania pączków: Do smażenia: - ok. 1/2 kg smalcu 1. Drożdże rozprowadzić z łyżką mąki i cukru ciepłym mlekiem.Poczekać, aż wyrosną. 2. Utrzeć żółtka zresztą cukru. 3. W miseczce połączyć mąkę z drożdżami, utartymi żółtkami, skórką z cytryny, szczyptą soli, spirytusem i wyrabiać. 4. Pod koniec wyrabiania, kiedy już ciasto jest doskonale wymieszane i lekko odstaje od łyżki lub dłoni, dolać stopione masło. Ciasto powinno być dość "wolne", czyli rzadkie, a także delikatne. Zostawić do wyrośnięcia. 5. Wyrośnięte ciasto rozwałkować lekko na grubość palca na wysypanej mąką stolnicy. Wycinać szklanką krążki, na środek nakładać konfiturę z róży. Można nakrywać takim samym krążkiem wyciętym z ciasta. Można też rozwałkować ciasto nieco grubiej i wycinać jeden krążek, który po nałożeniu konfitury różanej zlepiać palcami w jednym miejscu, tworząc jakby pakiecik. 6. Układać gotowe pączki na serwecie posypanej mąką. Pączki zlepiane z jednego krążka kłaść miejscem zlepienia w dół. 7. W dość obszernym naczyniu rozgrzać smalec. Powinien być dość gorący, ale nie palić pączków; sprawdzić moża wrzucając kawałek ciasta, jeśli się lekko, niezbyt gwałtownie rumieni, temperatura jest odpowiednia. Smażyć po kilka pączków na umiarkowanym ogniu nie gwałtownym, lecz i nie za lekkim, aby nie nasiąkały tłuszczem. Po jednej stronie smażyć pod przykryciem, a po drugiej, po przewróceniu pączków przy pomocy patyczka czy widelca, bez przykrycia, wtedy utworzy sie wokół pączka ładna, jaśniejsza obwódka. 8. Po usmażeniu na brażowo, wyjąć pączki, osączyć z tłuszczu ma bibule, posypać cukrem pudrem przez sitko lub polukrować.
Kawowe makaroniki z czekoladą (Idealne na koniec Karnawału, przepis cytuję za Fellunią:) Składniki: makaroniki: 100g białek (mniej więcej 3) 40g drobnego cukru 200g cukru pudru 120g mielonych migdałów 1 łyżka kawy mielonej lub rozpuszczalnej
krem czekoladowy: 100g czekolady kilka łyżek śmietanki lub oleju, jeśli musimy unikać nabiału ewentualnie cukier do smaku (bez przesady, makaroniki są dość słodkie, pasuje więc do nich krem nieco bardziej wytrawny) ewentualnie trochę rumu lub pasującego likieru
Przygotowanie: 1. Makaroniki: białka trzeba rozdzielić przynajmniej dzień wcześniej. Trzymamy je przykryte w lodówce i wyjmujemy nieco wcześniej przed przygotowaniem makaroników, tak aby były mniej więcej w temperaturze pokojowej. Podobno to nie żadna magia tylko wtedy nieco wysychają i efekt końcowy jest lepszy. Niektóre przepisy przewidują nawet dodanie nieco białek sproszkowanych ale nie próbowałam bo nie mam tego specyfiku.
2. Migdały trzeba zmielić razem z kawą i cukrem pudrem w malakserze na drobny proszek.
3. Białka ubić na dość sztywną pianę, dodać drobny cukier i jeszcze chwilę ubijać. Piana ma być sztywna ale nie ma się rwać (to właściwie ogólna zasada odnośnie ubijania piany z białek).
4. Teraz będzie najważniejszy krok dla makaroników. Do piany wsypujemy migdały zmielone z kawą i cukrem pudrem i mieszamy wszystko razem łyżką. Mieszana substancja będzie robiła się coraz rzadsza, trzeba uchwycić właściwy moment. Musi być na tyle rzadka, żeby makaroniki się nieco rozpłynęły, ale nie aż tak by były płaskie jak opłatki. Można sprawdzać wykładając trochę masy na talerzyk. Jeśli po wstrząśnięciu talerzykiem masa rozpłynie się na równiutkie, ale wypukłe kółko to jest ok, a jak trzyma krzywy kształt to mieszamy jeszcze 2-3 razy. Jeśli się rozpływa za szybko to jest za późno i zaczynamy od nowa. Moje, jak widać na zdjęciu, są nieco krzywe, zbyt grube a te małe wzgórza od końcówki do szprycowania nie znikły całkiem. To wszystko oznacza, że powinnam jeszcze zakręcić łyżką 2 razy :).
5. Można nakładać makaroniki łyżeczką ale łatwiej to zrobić z rękawa cukierniczego. Jeśli nie mamy to bierzemy torebkę ze sztywnej folii i ucinamy jeden róg, też będzie dobrze. Można również zwinąć nieco pergaminu w tytkę. Końcówka do szprycowania musi być okrągła i dość szeroka (mniej więcej 1cm średnicy), jeśli takiej nie mamy to nie bierzemy żadnej tylko szprycujemy wprost z rękawa. 6. Na blachę wyłożoną pergaminem nakładamy okrągłe ciasteczka o średnicy około 3 cm w odstępach około 2-3cm. Jak skończymy to trzeba uderzyć blachą płasko w stół, tak aby makaroniki się nieco rozpłynęły. Z tej proporcji wyjdą 2 blachy ciasteczek.
7. Odstawiamy przygotowane blachy na około godzinę do obeschnięcia. Nagrzewamy piekarnik do 160°C, wstawiamy ciasteczka i pieczemy przez jakieś 15 minut. Potem wyjmujemy i odstawiamy do wystygnięcia. Dopiero potem odklejamy je od papieru (ciepłe mogą się rozwarstwić).
8. Krem czekoladowy: czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej razem ze śmietanką lub olejem. Można dodać rum lub likier, wymieszać aż krem będzie gładki i odstawić do przestygnięcia.
9. Nakładać odrobinę czekolady na ciasteczka i sklejać je parami. W międzyczasie można zaparzyć kawy lub herbaty, tak aby nie tracić czasu jak już będą gotowe.
Uwagi: zamiast kawy można użyć kakao, zielonej herbaty lub innych sproszkowanych substancji smakowych. Często dodaje się też barwniki spożywcze dla uzyskania pojechanych kolorów makaroników, przy czym one również powinny być w proszku a nie w płynie, żeby nie rozcieńczać masy makaronikowej. Nadziewamy ulubionym kremem, zazwyczaj pasującym kolorystycznie i smakowo do ciasteczek. I.. wreszcie trzecia moja propozycja, czyli:
coś na św. Walentego- czekolada plus truskawki= afrodyzjaki
Czekoladowe bezmączne brownies z truskawkami
( przepis podany przez Dorotuś pochodzi z magazynu The Australian Women's Weekly' - flourless hazelnut chocolate cake, od siebie dodałam truskawki) Składniki: - 35 g kakao - 80 ml gorącej wody - 150 g gorzkiej czekolady, roztopionej - 150 g masła, roztopionego - 230 g ciemnego brązowego cukru - 100 g zmielonych orzechów laskowych - 4 jajka - 100 g truskawek (mogą być mrożone)
Dodatkowo:
- 1 łyżka kakao, do dekoracji
1. Kakao wymieszać z gorącą wodą do gładkości. Wlać do niego roztopioną czekoladę, masło, wsypać cukier, orzechy i dodać żółtka. Zmiksować. Dodać truskawki.
2. Białka ubić na sztywną pianę. Delikatnie połączyć z czekoladowym ciastem.
3. Blaszkę o boku 19 - 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Przelać do niej czekoladową miksturę. Piec w temperaturze 180ºC przez 60 - 70 minut. Przestudzić 15 minut w blaszce, wyjąć na talerz, do góry spodem, zerwać ostrożnie papier. Oprószyć kakao, pokroić na kwadraty.
4. Z przepisu wychodzi 1 nieduża blaszka - 9 sycących porcji.
Smacznego.
Gorąco zachęcam do lutowego pieczenia! Olcik.:)
sobota, 02 stycznia 2010
Oczywiście, że nie mogłam przegapić tego wydania WP:). Gospodarna Narzeczona zaproponowała nam tyle wspaniałości i czasu do ich zrobienia, że aż grzechem było by odmówić wypróbowania chociaż jednego z nich. Miałam ochotę na wszystkie 3, ale niestety dostępność mąk i niektórych składników znacznie 'temperuje' mój zapał:P. Choć muszę się pochwalić, ponieważ zdobyłam dzisiaj w moim mieście mąkę ryżową oraz chlebową- taką z duużą ilością białka!:))) Mam ochotę jeszcze na Chleby prezenty z gruszką, ale brakuje mi połamanego ziarna żyta. Może wie ktoś czym go zastąpić? :) Będę bardzo wdzięczna! Słodki chleb z szafranem Przepis z książki Dana Leparda The Art of Handmade Bread. oczywiście z moimi zmianami:-)
Zaczyn: -100g mleka w temp. pokojowej (około 90 ml) -3/4 łyżeczki świeżych drożdży (1-2g) -100 g mąki pszennej razowej Lubella (około 3/4 szklanki)
W misce mieszamy mleko i drożdże, aż do całkowitego rozpuszczenia. Dodajemy mąkę i wyrabiamy na gładką masę. Odstawiamy pod przykryciem w ciepłe miejsce na godzinę. powinny być widoczne bąbelki.
Ciasto właściwe: -12 nitek szafranu -3/4 łyżki wrzątku -250g mąki pszennej razowej Lubella -2 łyżki drobnego cukru -1/2 łyżeczki soli -1 łyżka miękkiego masła -150g mleka w pokojowej temperaturze -cały zaczyn -100g rodzynek sułtańskich -jajko do posmarowania( mi zostało z orzechowej pychotki:)
Szafran zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na 10 minut. W dużej misce mieszamy mąkę, sól, cukier. Dodajemy masło w małych kawałeczkach i wcieramy w mąkę. W drugiej misce mieszamy mleko, wodę z odcedzonego szafranu i na koniec zaczyn. Mieszamy do uzyskania gładkiej konsystencji i dodajemy koryntki. Mieszamy zawartość obu misek i wyrabiamy gładkie ciasto. Powinno być miękkie i klejące. Wyrobione przykrywamy i odstawiamy na 10 minut. Po tym czasie wykładamy na blat i kilkukrotnie wyrabiamy w odstępach 10 minutowy (lub raz porządnie) odstawiamy do fermentacji na godzinę (lub półtorej wtedy po 45 minutach składamy). Po tym czasie chwilę wyrabiamy, formujemy w długi wałek, który zwijamy w S i odkładamy do wyrastania na blasze na godzinę. Smarujemy jajkiem roztrzepanym z wodą. Pieczemy w temp 205 stopni przez 30 minut, a następnie 15-20 w 180 stopniach. Studzimy na kratce. Smacznego!
wtorek, 22 grudnia 2009
Mam wiele przepisów ,które chciałabym wypróbować. Jedne odkładam myśląc "kiedyś je zrobię",drugie zaś "koniecznie jutro!". Do tych drugich właśnie zaliczały się te kluski.Gdy ujrzałam je w listopadzie nie mogły się ode mnie odczepić. Miałam wręcz wrażenie,że nie raz mi się przyśniły. Skoro tak o nich myślałam,to pewnie jakiś znak. Tak,to napewno był jakiś znak. Trzeba więc było je jak najszybciej zrobić! Wigilijne kluski z makiem Po raz pierwszy u nas w domu!:) Orginalny beskidzki przepis pół kg ziemniaków łyżeczka mąki ziemniaczanej 1 szklanka mąki pszennej małe jajko sól 50 g masła po 25 g maku, rodzynek i orzechów włoskich łyżka miodu lub cukru
Ugotowane ziemniaki ugnieść, dodać mąkę, jajko, wyrobić ciasto. Formować wałeczki o średnicy 2 cm i kroić je na mniejsze kawałki.Wrzucić do osolonego wrzątku. Gotować, aż wypłyną. Masło roztopić, dodać mak, rodzynki, orzechy i cukier. Wymieszać z odcedzonymi kluskami. Z miłą chęcią mam zaszczyt wziąć udział w cudnej zabawie : a także w..
Ps: Tak,tak znów zmiana szablonu.Tym razem retro-świątecznie:) ..ale zapewniam ,że 'Vanilla Cupcake' będzie miała swój wielki come back tuż po świętach:D. Pozdrówka,z racji przedświątecznego wtorku! Jeszcze 25h do Wigilii! wytrwałości w natłoku świątecznych przygotowań życzę:* |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
O autorce
Ulubione
Zdjęcia i teksty są
mojego autorstwa i podlegają prawu autorskiemu.
Zanim skopiujesz - zapytaj!
*
Jeśli chcesz
umieścić mój przepis
na swoim blogu,
proszę podaj do
niego link.
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||