Blog o ciastach,ciasteczkach i innych słodkościach przygotowywanych przez młodą kuchareczkę

Wpisy z tagiem: cukier puder

poniedziałek, 01 marca 2010

 

Były pączki, było brownies czas i na makaroniki.

W moim przypdaku porażkowe;p, ale cóż.. przecież " człowiek uczy się na własnych błędach!"

Na nic dziesiątki przeczytanych kartek o tym jak je robić, jak sprawić żeby nie pękły i miały 'stopkę'.

Dobra, koniec z tym rozpamiętywaniem strat;p. Kiedyś udadzą mi się takie piękne jak Wasze;)!

A dziś.. przentuję moje pierwsze, popękane maszkarony:).

Kawowe makaroniki z czekoladą

(Pyszne lekko ciągnące, wciągające i słodziutkie, przepis cytuję za Fellunią:)

 

Składniki:

 

makaroniki:

 

100g białek (mniej więcej 3)

 

40g drobnego cukru

 

200g cukru pudru

 

120g mielonych migdałów

 

1 łyżka kawy mielonej lub rozpuszczalnej

 

 

 

krem czekoladowy:

 

100g czekolady

 

kilka łyżek śmietanki lub oleju, jeśli musimy unikać nabiału ( darowałam sobie to wszystko i nadziałam je po ludzku Nutellą ;p)

 

ewentualnie cukier do smaku (bez przesady, makaroniki są dość słodkie, pasuje więc do nich krem nieco bardziej wytrawny)

 

ewentualnie trochę rumu lub pasującego likieru

 

 

Przygotowanie:

 

1. Makaroniki: białka trzeba rozdzielić przynajmniej dzień wcześniej. Trzymamy je przykryte w lodówce i wyjmujemy nieco wcześniej przed przygotowaniem makaroników, tak aby były mniej więcej w temperaturze pokojowej. Podobno to nie żadna magia tylko wtedy nieco wysychają i efekt końcowy jest lepszy. Niektóre przepisy przewidują nawet dodanie nieco białek sproszkowanych ale nie próbowałam bo nie mam tego specyfiku.

 

2. Migdały trzeba zmielić razem z kawą i cukrem pudrem w malakserze na drobny proszek.

 

3. Białka ubić na dość sztywną pianę, dodać drobny cukier i jeszcze chwilę ubijać. Piana ma być sztywna ale nie ma się rwać (to właściwie ogólna zasada odnośnie ubijania piany z białek).

 

4. Teraz będzie najważniejszy krok dla makaroników. Do piany wsypujemy migdały zmielone z kawą i cukrem pudrem i mieszamy wszystko razem łyżką. Mieszana substancja będzie robiła się coraz rzadsza, trzeba uchwycić właściwy moment. Musi być na tyle rzadka, żeby makaroniki się nieco rozpłynęły, ale nie aż tak by były płaskie jak opłatki. Można sprawdzać wykładając trochę masy na talerzyk. Jeśli po wstrząśnięciu talerzykiem masa rozpłynie się na równiutkie, ale wypukłe kółko to jest ok, a jak trzyma krzywy kształt to mieszamy jeszcze 2-3 razy. Jeśli się rozpływa za szybko to jest za późno i zaczynamy od nowa. Moje, jak widać na zdjęciu, są nieco krzywe, zbyt grube a te małe wzgórza od końcówki do szprycowania nie znikły całkiem. To wszystko oznacza, że powinnam jeszcze zakręcić łyżką 2 razy :).

 

5. Można nakładać makaroniki łyżeczką ale łatwiej to zrobić z rękawa cukierniczego. Jeśli nie mamy to bierzemy torebkę ze sztywnej folii i ucinamy jeden róg, też będzie dobrze. Można również zwinąć nieco pergaminu w tytkę. Końcówka do szprycowania musi być okrągła i dość szeroka (mniej więcej 1cm średnicy), jeśli takiej nie mamy to nie bierzemy żadnej tylko szprycujemy wprost z rękawa.

 

6. Na blachę wyłożoną pergaminem nakładamy okrągłe ciasteczka o średnicy około 3 cm w odstępach około 2-3cm. Jak skończymy to trzeba uderzyć blachą płasko w stół, tak aby makaroniki się nieco rozpłynęły. Z tej proporcji wyjdą 2 blachy ciasteczek.

7. Odstawiamy przygotowane blachy na około godzinę do obeschnięcia. Nagrzewamy piekarnik do 160°C, wstawiamy ciasteczka i pieczemy przez jakieś 15 minut. Potem wyjmujemy i odstawiamy do wystygnięcia. Dopiero potem odklejamy je od papieru (ciepłe mogą się rozwarstwić).

 

8. Krem czekoladowy: czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej razem ze śmietanką lub olejem. Można dodać rum lub likier, wymieszać aż krem będzie gładki i odstawić do przestygnięcia.

 

9. Nakładać odrobinę czekolady na ciasteczka i sklejać je parami. W międzyczasie można zaparzyć kawy lub herbaty, tak aby nie tracić czasu jak już będą gotowe.

 

 

Uwagi: zamiast kawy można użyć kakao, zielonej herbaty lub innych sproszkowanych substancji smakowych. Często dodaje się też barwniki spożywcze dla uzyskania pojechanych kolorów makaroników, przy czym one również powinny być w proszku a nie w płynie, żeby nie rozcieńczać masy makaronikowej. Nadziewamy ulubionym kremem, zazwyczaj pasującym kolorystycznie i smakowo do ciasteczek.

 

 

* tak myślę sobie, że to mogło się stać przez mrożone białka, nic innego nie przychodzi mi do głowy, ponieważ zostawiłam je jak było nakazane (przez ok. 1 dzień w temp. pokojowej)

**  maszkarony to bardzo trafna nazwa Ani, której to makaroniki wcale nie były szkaradne:D

wydrukuj przepis

środa, 17 lutego 2010

Na dobre zakończenie Karnawału proponuję pączki!:D

Z advocatem.. robione wczoraj o godzinie 22 z hakiem:p.

Chodziły za mną od dawna tak właśnie nadziane.. i można powiedzieć doczkały się (:

Dodatkowo moje debiutanckie pąki były udane niestety tylko w 1/3 pozostawiając po sobie niechciane wspomnienia. Trzeba więc było je jakoś wymazać.

Nie napiszę nic więcej oprócz jednego wielkiego "Mniaaam!".

Usmażyłam ich siedemnaście, nie minęła doba a zostały tylko dwa:-).

Pączki z Advocatem

( na 17 pączków, w porywach do 20)


Składniki:

-0,5 kg mąki pszennej

- 40 g drożdży

- 200 ml ciepłego mleka

- 50 g rozpuszczonego masła

- 50 g cukru pudru

- 2 żółtka

- szczypta soli

- kieliszek rumu

 

Nadzienie:

-pół szklanki mleka

-szklanka adwokatu

-1 żółtko

-budyń śmietankowy

-1 łyżeczka cukru trzcinowego

 

Dodatkowo:

- cukier puder do posypania pączków

 

 

 

Mąkę przesiać do miski. Drożdże rozkruszyć, rozetrzeć z 1 łyżką cukru, połączyć z mlekiem, dodać płaską łyżkę mąki, wymieszać i całość wlać do zagłębienia zrobionego w mące. Przykryć czystą ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 20 minut. Następnie dodać pozostały cukier, rozpuszczone masło, żółtka, alkohol, szczyptę soli i wyrobić na gładkie ciasto. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce (na 1 i pół h lub do czasu gdy ciasto podwoi swoją objętość). Gdy ciasto wyrośnie, formować pączki,układać na posypanej mąką stolnicy bądź tacy, znów przykryć ściereczką i jeszcze na chwilę zostawić do wyrośnięcia. Następnie smażyć porcjami na rozgrzanym oleju na złoty kolor z obu stron. Wyjmować i kłaść na ręczniku papierowym aby odsączyć nadmiar tłuszczu.

Nadzienie: Zagotować mleko z łyżeczką cukru.Budyń,adwokat,żółtko wymieszać w garnuszku i wymiksować do gotującego się mleka. Ostudzić.Za pomocą szprycy nadziewać pączki.

Smacznego!

* przepraszam za jakość zdjęć, ale cyfrówka zrobiła sobie urlop:P

wydrukuj przepis

 

Zapraszam do Galerii Chleba na Chleb orkiszowo-gryczany z żurawiną

wtorek, 15 września 2009

Z lekkim opóźnieniem dotrzymuję swojej obietnicy:)

a więc..

Clafoutis! .. ze śliwkami:)

Clafoutis to zapiekany deser na bazie ciasta przypominającego naleśnikowe.Nazwa pochodzi od słowa "clafir",czyli wypełniać - w tym przypadku owocami.Tradycyjnie w rodzimym regionie clafoutis,Limousin,bohaterami są słodkie,ciemne wiśnie.

Podaję wariant z sezonowymi śliwkami,ale do ciasta można wykorzystywać również jabłka ,gruszki,żurawinę czy morele.

Przygotuj około kilograma oczyszczonych z pestek ,dojrzałych śliwek,ułóż je w formie dobrze wysmarowanej masłem. Ubij 3 jaja z cukrem,dodając łyżkę miękkiego masła,mąkę i mleko,tak żeby uzyskać konsystencję gęstawego ciasta naleśnikowego. Aby ciasto było lżejsze,można dodać 2 łyżki alkoholu: wódki lub kirszu,ja dałam rum. Ciastem zalej owoce i piecz w dobrze nagrzanyjm piekarniku ( do 180 stp.) przez ok. 40 minut. Ciasto najpierw intensywnie rośnie,później opada. Podawaj grubo posypane cukrem pudrem,na ciepło lub schłodzone. Zapach wydobywający się z piekarnika podczas pieczenia-bezcenny.

Smacznego:)

Ps: U Nas zdania były podzielone,ja odebrałam ten deser dość pozytywnie.Babcia,ciocia i wujek byli zachwyceni,natomiast mama już mniej.

a... jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej,kilnijcie tu :).

 

środa, 29 lipca 2009

Tydzień temu miałam lekkie zakwasy po naszych wojażach z pewną panną..

A.. dwa tygodnie temu upiekłam placek!

Cierpki i słodki .Pleśniak z porzeczkami -bo o nim mowa był ciastem specjalnie dla mojej mamuśki,która to 9 lipca  skończyła pewnien etap w życiu i zdobyła tytuł.

Bardzo, bardzo polecam. Jak dotąd pleśniaka robiłam tylko i wyłącznie z powidłami lub dżemem.Trochę się obawiałam tych świeżych,czarnych porzeczek- bo wszystkie dotychczasowe przepisy które spotkałam były z czerwonymi.

Podsumowując- miłe zaskoczenie,przyjemny cierpkawo-słodki smak,doskonały na lato:).

Pleśniak porzeczkowy

( wszystkie składniki były na oko:P)

- 2 szklanki mąki pszennej luksusowej

- 4 żółtka

- 70 g masła

-3 łyżeczki cukru pudru

-1 łyżeczka proszku do pieczenia

- ok. 250 gram  czarnych porzeczek

-1/2 lyżki kakao

- 4 białka

- 1 szklanka drobnego cukru

- 2 łyżki mąki ziemniaczanej


1. Mąkę posiekać  z margaryną, następnie dodać żółtka, proszek do pieczenia i cukier puder. Zagnieść ciasto.

2.Gotowe ciasto podzielic na pół. Jedną cześć ciasta owinąć folią spożywczą i włożyć na godzinę do zamrażalnika.
Drugą cześć rozwałkować i wyłożyć na blachę ( u mnie prostokątna).

3. Podpiec do zbrązowienia.


4. Z porzeczek usunąć szypułki,opłukać, osuszyć. Pokroic na połówki i ułożyć na cieście .Kakao wsypać do sitka i oproszyć nim porzeczki.
Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli, wciaż ubijając wsypywać powoli cukier, a pod koniec mąkę ziemniaczaną ( jak widać mi nie udało się zrobić piany,to wszystko przez 31 stp. upał:().

5.Ciasto wyjęte z zamrażalnika podzielić na dwie równe części. Jedną zetrzeć na tarce o dużych oczkach na owoce. Na to nałożyć pianę i na nią zetrzeć drugą cześć zamrożonego ciasta.
Wstawic do nagrzanego piekarnika i piec około godziny w 180ºC.

Smacznego!

 



piątek, 24 lipca 2009

Właściwie to miał być torcikiem:),ale cóż-warunki pogodowe nie pozwoliły mu na to:). Pomijając to już wspomniałam ,że nie mam "ręki" do żelatyny. No cóż,ale tak też jest fajnie- taki lodowy deserek dokładnie w takim smaku jaki sobie wymarzyłam- czekoladowy mus i wiśnie ! Taak.. wczoraj do szczęścia tego mi było trzeba.

 

Luksusowy tort czekoladowy

(przepis Ewy Aszkiewicz z "Domowych wypieków"* :)

Składniki:

- łyżka masła

- wafle andruty

Krem:

- 3 kopiaste łyżeczki żelatyny

- 2 łyżki przegotowanej,zimnej wody

- 1/2 szkl. mleka

- mała laska wanilii lub 1/2 dużej

- tabliczka dobrej gatunkowo ,twardej czekolady (mlecznej lub deserowej)

- 2 jajka

- szklanka cukru pudru

- 200 ml śmietany kremówki

- 3/4 szklanki odsączonych z zalewy cukrowej wiśni (dałam słoiczek kompotu)

- łyżeczka kawy rozpuszczalnej rozpuszczona w jednej łyżce wody

- łyżeczka cukru pudru

- śmietan-fix

Dekoracja:

- tabliczka startej czekolady

- wiśnie

- biszkopty Ladyfinger

1. Tortownicę smarujemy masłem i wykładamy andruty.

2. Przygotowujemy krem: żel;atynę zalewamy 2 łyżkami zimnej wody.Gdy napęcznieje stawiamy na parze,by dokładnie się rozpuściła.Do mleka dodajemy wanilię i pokruszoną czekoladę-podgrzewamy.Gdy skłaniki się połączą,zestwiamy z ognia.

3. Całe jajka ubijamy ze  szklanką cukru pudru na gęsty puch,dodajemy w czasie ubijania rozpuszczoną w mleku czekoladę (wanilię odrzucamy) oraz rozpuszczoną żelatynę ,a następnie cały czas ubijając- łyżkę śmietany.

4. Na spód tortownicy wykładamy wiśnie,na owoce kładziemy krem,wyrównujemy,wstawiamy do lodówki.

5. Przed podaniem tortu ubijamy resztę śmietany z łyżeczką cukru,kawą  i zagęstnikiem.Dekorujemy nią tort i przybieramy według upodobań. Schładzamy.

Smacznego!:)

 

Ps:a wogóle to zauważyłam ,że bardzo rzadko robię coś z czekoladą.. hmm.. dziwne.

Pps: Dziękuję bardzo niezastąpionemu Irytkowi,który jest sprawcą pewnych,małych zmian na blogu :*

Częstujcie się,bo mam jeszcze kawałek! :)

*U mnie nie był torcikiem ,jedliśmy w pucharkach ,więc uznaję go za desero-torcik:)

 

U Viridianki pojawiło się podsumowanie

poniedziałek, 13 lipca 2009

Przynam się bez bicia , boje się bez. Pamiętam swoje pierwsze (i do przedwczoraj ostatnie:P) -nieudane kompletnie podejście.Zamiast bezików wyszła mi jedna wielka beza,która zaczęła rosnąć jak oszalała,a potem nagle opadła..-dziwne ?  Widać cuda się zdarzają:P.

Z racji tego,że się tak łatwo nie poddaję to  przełamałam się i postanowiłam upiec bezy.Tak daawno ich nie jadłam .. chyba od podstawówki :). Z tej okazji nawet zainwestowałam w nową szprycę.Muszę się  przyznać  ,że mam pecha do tego urządzenia,czy to rękaw cukierniczy,czy szpryca zawsze zostaje zepsuta -mój osobisty rekord to popsucie jej po 1 minucie od wyjęcia z opakowania! :D Dlatego pochwalę obecną,bo użyta została i nawet nieźle się spisała,ba nawet jeszcze jest sprawna! :)

Dobrze,nie będę przynudzać tylko podsumuję  moje drugie podejście do bezików - wyszły ciągnące (to przez brak mojego doświadczenia, gdybym wystudziła je w piekarniku,a nie wyjmowała zaraz po pieczeniu byłyby chrrupiące;). Jednak smakowały wszystkim ,a najbardziej cioci i wujkowi (tak,tak temu od sernika..) ,którzy podsumowali je tak :"Ojej ! bezy! ale nam radochę sprawiłaś,wieki ich nie jedliśmy. Łał i ciągnące,noo najlepsze!".

Tak więc bezy,które (tylko pozornie) się nie udały zostały prawdziwą atrakcją wieczoru:-).

Beziki

(przepis od Kuchareczki)

Składniki:
4 białka
szczypta soli
230 g drobnego cukru (możecie dać po połowie cukru drobnego i kryształu, ale dzięki temu pierwszemu bezy są tak delikatne, że zaczynają rozpływać się w ustach)

Przepis:
1.
Wyłóż dwie blachy pergaminem. Rozgrzej piekarnik do 120oC. 
2. W dużej misce ubij mikserem białka z solą na sztywna pianę. Stopniowo dodawaj cukier, cały czas ubijając, aż piana będzie lśniąca, gęsta i sztywna. Cukier musi się w całości rozpuścić.
3. Przełóż pianę do rękawa cukierniczego z gładką końcówką. Nie musisz przejmowac się zachowaniem odstępów pomiędzy bezami, bo w piekarniku i tak nie urosną.
4. Piecz je przez półtorej godziny albo do momentu, kiedy nabiorą jasnozłotej barwy i będzie j można z łatwością zdjąć z pergaminu.

 

Ps: A jak wam się podoba nowy szablon??:)

-> Wiem,wiem ciągle zmienia się wygląd mojego bloga, od grantu po biel. Taka już jestem-

mająca 100 pomysłów na minutę ,co chwila zmianiająca zdanie,dziś zachwycona kuchnią meksykańską,a jutro włoską.. ;)

 

poniedziałek, 09 marca 2009

Nic tak nie pachnie domem i dzieciństwem. W Ameryce 'Applepie' ,we Francji 'charlotte ' u Nas  'szarlotka'.To wspaniałe ciasto. Robiłam je ostatnio w maju,wyszła -ta z pianką.Z kratką czy bez kratki,sypana,tarta,polukrowana,posypana cukrem pudrem,z lodami,cynamonem,bitą śmietaną.Zawsze jest jedyna w swoim rodzaju.To ciasto na tysiąc sposobów.Za każdym razem smakuje inaczej,za każdym razem musi być jabłkowo-cynamonowa koniecznie.:)

Przepis pochodzi z cudnej książki Ewy Aszkiewicz:)

Ciasto:

- 2 czubate szklanki mąki

- łyżeczka proszku do pieczenia

- 4 żółtka

- szklanka cukru pudru

- pół kostki masła

Nadzienie:

- 1 kg jabłek

- cynamon

- pół szklanki cukru pudru

- 2 łyżki śmietany

1. Rozcieramy masło z żółtkami ,cukrem purdem,śmietaną,mąką i proszkiem do pieczenia ,szybko wyrabiamy  ciasto. Wkładamy do lodówki na nie więcej niż 30 minut.

2. Jabłka kroimy w kosteczkę i dusimy razem z cukrem pudrem i cynamonem.

3. Wyjmujemy ciasto z lodówki i odkrajamy ćwiartkę. 3/4 ciasta wylepiamy tortownicę ,tak aby 2 cm brzegów tortownicy było wylepionych ciastem,nakłuwamy w paru miejscach widelcem. Wykładamy masę szarlotkową na ciasto.Ćwiartkę ciasta ścieamy na tarce o grubych oczkach lub rwiemy na kawałeczki i przykrywamy nimi wierzch ciasta.

4. Pieczemy przez około 50 minut w 180 stp. Najlepsza na drugi dzień.

niedziela, 25 stycznia 2009

Muffinkowa Sobota - Zaproszenie.

 

Troszkę spóźnione,ale są:) Muffinki robiłam już parę razy z mamą-pamiętam kiedyś ciągle eksperymentowałyśmy ,raz cytrynowe z makiem,raz z  czekoladą,to znów z czekoladowymi groszkami. Oj piekło się piekło ,pamiętam.Dzisiejsze wyszły mi jogurtowo:) Smaczne,polecam.

Przepis pochodzi z forum Cin Cin

-1,5 szkl mąki
-łyżka proszku do pieczenia
1/2 szkl cukru
-szczypta soli
-2 jaja
-duży jogurt 400 g
-100-120 g stopionej margaryny

W jednej misce połoczyś suche składniki, w drugiej mokre (jeżeli za gęste należy dodać wody, a jeśli za rzadkie ciutke mąki). Połączyć jedne z drugimi.
Napełniać foremki piec w 180 st ok 15-20 min.Na wierzchu robi się fajna skorupka.Sprawdzać patyczkiem.
Gorące mogą sprawiać wrażenie niedopieczonych na spodzie, ale jak ostygną widać, że są OK !.Smacznego!:)

Ps: Jak widzicie zaszalałam lekko mówiąc z ilością zdjęć,ale te muffiny były tak fotogeniczne,że nie mogłam się oprzeć:) Mam jeszcze wiele zdjęć,ale w porę się opamiętałam:D Pozdrówka!

| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
O autorce
Ulubione
Zdjęcia i teksty są mojego autorstwa i podlegają prawu autorskiemu. Zanim skopiujesz - zapytaj! * Jeśli chcesz umieścić mój przepis na swoim blogu, proszę podaj do niego link.
Tagi
zdrowa żywność