Wpisy z tagiem: zima
piątek, 30 kwietnia 2010
To moje kolejne cukiernicze spotkanie z Ilcią:), pod wpływem chwili przyłączyłam się do turlania razem z nią trufelków, prawdziwie telepatycznie zrobiłyśmy je o tej samej godzinie, w środę.
Dzięki Ilciu za zabawę, było przepysznie:D!
Trufelki z płatków owsianych (Skorzystałyśmy ze świetnego przepisu Nutelki, ja dokonałam w nim niewielkich zmian) - 3 szklanki płatków owsianych - 1 szklanka cukru - 4 łyżki kakao - 130 g masła - 8 łyżek mleka - kilka kropel likieru Amaretto - płatki kokosowe do dekoracji
1. Masło rozpuszczamy w garnku (należy uważać, ponieważ bardzo szybko można je przypalić). 2. Dodać cukier, kakao, mleko i podgrzewać aż cukier się rozpuści. 3. Wsypać płatki i gotować ok. 5 minut na małym ogniu, mieszać łopatką by masa się nie przypaliła. 4. Pod koniec gotowania dodać likier Amaretto. 5. Zdjąć z ognia, gdy masa troszkę przestygnie formować z niej kulki i obtaczać w płatkach kokosa. Rady autorki: Należy uważać, by za długo nie gotować masy, gdyż może być zbyt sucha i twarda- nie będzie się wtedy lepić. W takim wypadku można spróbować dodać jeszcze trochę mleka i chwilkę pogotować. Do całości można też dodać rodzynki. Też jest bardzo smaczne ale bardziej słodkie. Ps: Wszyscy którzy ich próbowali stwierdzili jednogłośnie, że są przepyszne. Rozdałam już 3 kopie tego przepisu, to chyba wystarczająca rekomendacja?:) Smacznego:)
Zapraszam do Galerii Chleba na Niemiecki chleb wiejski
Pozdrawiam i życzę udanej Majówki, Olcik
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Tym razem nie o mnie, tym razem o kimś. O kimś kto inspiruje i sprawia, że każdy nawet zupełnie niedoświadczony kucharz przenosi się w inny świat. Bo gdyby nie ona pewnie długo jeszcze (a może i nigdy?) nie dowiedziałabym się co to jest matcha, tamarynd, labneh, jibneh i wreszcie makagigi!:), że najlepsze pączki to te z przepisu Marii Disslowej, nie zobaczyłabym tak cudnej tarty z czerwonymi pomarańczami, i nie przeczytałabym tylu ciekawych opowiadań o potrawach i nie tylko:) Basiu, dzięki, że jesteś! " To będzie dzień w kolorze pomarańczy", pomyślałam i zabrałam się za robienie pysznej marmolady z przepisu Marty Gessler, a wypatrzonej właśnie u Basi, cytuję więc za nią:)
Przepis na marmolade pomarańczową, nie za slodką, nie za gorzką: 3 wielkie pomarańcze (1.5 kg) 500g jasnego trzcinowego cukru skórka z 1/2-1 pomarańczy sok z jednej cytryny
Pomarańcze obrałam, dokładnie wyfiletowalam (czyli pozbyłam się wszystkich białych części), posiekałam. Uzyskałam tym sposobem 750g pomarańczowego miąższu wraz z sokiem. Pomarańczową masę zasypałam cukrem. Uprzednio dokładnie wyszorowane skórki pomarańczowe zalałam 2 litrami wrzącej wody i gotowałam przez 10 minut. Odcedziłam, ostudzilam. Skórkę z jednej pomarańczy drobno posiekałam w paseczki i dodałam do pomarańczowo-cukrowej masy (z pozostałych skórek robię skórkę kandyzowaną). Doprowadziałam wszystko do wrzenia i gotowałam na średnim, później na małym ogniu do odparowania płynu o połowę (pozostaje około 0.5l marmolady). Na końcu dodałam sok z cytryny. Stosunek cukru do miąższu może spokojnie wynosić 1:1, ja dodaję odrobinę mniej cukru, dłużej się gotuje, wiec aromat marmolady dłużej może nas drażnic, taka tajemnica. Wykorzystuję zazwyczaj skórkę z 1 pomarańczy, ale jeśli ktoś marzy o łagodnej marmoladzie, to wystarczy skórka połowy. Jeśli z kolei ktoś pragnąłby przygotować gorzką marmoladę - nic prostszego - skórki z 2 pomarańczy dodać musi. Smacznego:)!
Ps: No nie mogłam się powstrzymać żeby nie zacytować mojego ulubionego zdania autorstwa Basi, "Jak juz o ostatkowych przysmakach, to dodac musze slow pare o wysmienitym chruscie, chruscie marzen. "
czwartek, 25 marca 2010
Dziś proponuję bułeczko-muffinki. Niezwykle leciutkie i miękkie. Mało słodkie. Idealne do popołudniowej herbaty. Z żółtym kremem, czytaj advocatem. Lekko alkoholowe. Pyszne.
Bułeczki z advocatem ( podporą w tym przepisie była receptura na Bułeczki mleczne od pani Ewy Aszkiewicz) - 215 g mąki luksusowej - 45 g masła - 11 g cukru pudru - 15 g świeżych drożdży - kandyzowana skórka z cytryny - 125 ml ciepłego mleka - 150 g kremu advocat (przepis podawałam tutaj) - 1 żółtko + 1 białko - szczypta soli
Roztopiony tłuszcz odstawiamy w chłodne miejsce. W ciepłym mleku rozprowadzamy drożdże z dodatkiem połowy łyżeczki cukru pudru, odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośniecia- na ok. 20 minut. Gdy zaczyn podwoi swoją objętość, dodajemy żółtko, pozostały cukier puder, otartą skórkę z cytryny, sól, składniki mieszamy, dodajemy przesianą mąkę, wyrabiamy ciasto (można mikserem). Dodajemy roztopiony, letni tłuszcz i nadal mieszamy. Ciasto ma być jednolite, sprężyste oraz lśniące. Odstawiamy w ciepłe miejsce, by wyrosło. Gdy ciasto podwoi swoją objętość, dzielimy je na równe 6 części i wkładamy do muffinkowej formy. Czekamy 15 minut, aż nasze bułeczki nieco podrosną. Przed wstawieniem do piekarnika smarujemy je roztrzepanym białkiem i pieczemy w 160 stp. przez ok. 30 minut. Po przestudzeniu napełnioną szprycą nadziewamy je kremem advocat. Następnie zajadamy ze smakiem. Smacznego!:) Ten przepis doskonale wpasowuje się w klimaty karnawałowych bali jak też wielkanocnych śniadanek.
Miłego piątku Wam życzę, Olcik.
piątek, 19 lutego 2010
jDziś będzie o czekoladzie samej w sobie.. dobrej:) Takiej umilającej chwilę przy cennej książce. Owa książka to najcienniejsza jaką kiedykolwiek miałam. Jeszcze przedwojenna po mojej praprababci. W opłakanym stanie, będąca jedynie fragmentem z pozółkłymi i delikatnymi stronami, które każdy szybki ruch może przerwać. Trzymana w zeszycie z misiem, jak najcenniejszy skarb. Jeśli spędza się popołudnie przy takiej właśnie książce to aż prosi się do towarzystwa czekolada ze słoniem- na szczęście, rozpuszczana powoli w rondelku bez żadnych dodatków. Poprostu sama w sobie.
Czekolada -tabliczka dobrej belgijskiej czekolady conajmniej 70%, lubię Côte d’Or Wrzucamy połamaną tabliczkę czekolady do rondelka i mieszamy silikonową szpatułką aż do całkowitego rozpuszczenia, maczamy w niej owoce, palce, łyżki czy co tam chcemy:) Wszystkiego czekoladowego Wam życzę na ten weekend:* Olcik.
środa, 17 lutego 2010
Na dobre zakończenie Karnawału proponuję pączki!:D Z advocatem.. robione wczoraj o godzinie 22 z hakiem:p. Chodziły za mną od dawna tak właśnie nadziane.. i można powiedzieć doczkały się (: Dodatkowo moje debiutanckie pąki były udane niestety tylko w 1/3 pozostawiając po sobie niechciane wspomnienia. Trzeba więc było je jakoś wymazać. Nie napiszę nic więcej oprócz jednego wielkiego "Mniaaam!". Usmażyłam ich siedemnaście, nie minęła doba a zostały tylko dwa:-).
Pączki z Advocatem ( na 17 pączków, w porywach do 20) Składniki: -0,5 kg mąki pszennej - 40 g drożdży - 200 ml ciepłego mleka - 50 g rozpuszczonego masła - 50 g cukru pudru - 2 żółtka - szczypta soli - kieliszek rumu
Nadzienie: -pół szklanki mleka -szklanka adwokatu -1 żółtko -budyń śmietankowy -1 łyżeczka cukru trzcinowego
Dodatkowo: - cukier puder do posypania pączków
Mąkę przesiać do miski. Drożdże rozkruszyć, rozetrzeć z 1 łyżką cukru, połączyć z mlekiem, dodać płaską łyżkę mąki, wymieszać i całość wlać do zagłębienia zrobionego w mące. Przykryć czystą ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 20 minut. Następnie dodać pozostały cukier, rozpuszczone masło, żółtka, alkohol, szczyptę soli i wyrobić na gładkie ciasto. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce (na 1 i pół h lub do czasu gdy ciasto podwoi swoją objętość). Gdy ciasto wyrośnie, formować pączki,układać na posypanej mąką stolnicy bądź tacy, znów przykryć ściereczką i jeszcze na chwilę zostawić do wyrośnięcia. Następnie smażyć porcjami na rozgrzanym oleju na złoty kolor z obu stron. Wyjmować i kłaść na ręczniku papierowym aby odsączyć nadmiar tłuszczu. Nadzienie: Zagotować mleko z łyżeczką cukru.Budyń,adwokat,żółtko wymieszać w garnuszku i wymiksować do gotującego się mleka. Ostudzić.Za pomocą szprycy nadziewać pączki. Smacznego!
* przepraszam za jakość zdjęć, ale cyfrówka zrobiła sobie urlop:P
Zapraszam do Galerii Chleba na Chleb orkiszowo-gryczany z żurawiną
niedziela, 14 lutego 2010
Dzisiaj wszyscy mówią "kocham Cię". Czasem jednak pewne gesty są ważniejsze niż słowa. Czasem takie ciasteczko jest atrakcyjniejsze od oklepanego "I love you". Urządziłtśmy sobie razem z rezolutną Szarlotką walentynkowe pieczenie migdałowych serduszek, było wspaniale:*
Migdałowe serca Składniki na 16-18 szt. :
- 250 g maki pszennej - 1 /4 łyżeczki proszku do pieczenia -100 g zmielonych migdałów lub orzechów - 100 g cukru -150 g masła - 1 jajko
Dodatkowo: *u mnie likier Amaretto (ok. 1/2 łyżeczki) * Galaretka o smaku pomarańczy i truskawki * Żółtko roztrzepane z łyżką mleka
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, dodać cukier, zmielone migdały, cukier, jajo i rozpuszczone masło. Wyrobić na gładką masę. Ciasto podzielić na pół. Jedna cześć krótko schłodzić w zamrażarce . Do drugiej dodać tyle soku z pomarańczy, aby miała luźną konsystencję. Przełożyć do rękawa cukierniczego zakończonego gwiazdkową końcówką.
Schłodzone ciasto rozwałkowujemy na placek gr. 0, 3-0, 5 cm. I wykrawamy 7 cm serca. Brzegi ciastek smarujemy lekko wodą lub sokiem z pomarańczy i wyciskamy ozdobne obramowanie. Chwilę schładzamy ( czas potrzebny do nagrania piekarnika)
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni i wkładamy ciasteczka na ok. 15 minut. Na 3-4 minuty przed końcem pieczenia smarujemy żółtkiem obramowanie ciastek i dopiekamy.Studzimy na kratce. Smacznego!:)
Zapraszam do Galerii Wypieków na Chleb codzienny Lu
niedziela, 31 stycznia 2010
Kiedy ponad tydzień temu ujrzałam u Liski pięknie zaplecioną Chałkę rosyjską od razu pomyślałam "Muszę ją zrobić, koniecznie!". Długo nosiłam się z zaproszeniem do wspólnego pieczenia mojego kochanego Szarlotka. Nie wytrzymałam i wreszcie wysłałam jej zaproszenie (-:. Jak można się domyślić zaproponowałam właśnie tę chałkę. I szczerze mówiąc, a raczej pisząc:P nie był to kiepski wybór, ba! to był bardzo dobry wybór!:) Kochany Szarlotku bardzo Ci dziękuję za wspólne pieczenie i liczę na duużo więcej! Buźka, Kochana! Chałka naprawdę bardzo wolno rośnie, moja rosła jakieś 15h i nadal była niziutka- no cóż;). Ale za to przepyszna! Była niezwykle miękka i puszysta- nie z rodziny "gliniastych".
Przepis cytuję za Liską Chałka, moja ulubiona Przepis na podstawie Russian Challah, Maggie Glezer 2 duże chałki (robiłam z połowy porcji)
-20 g świeżych drożdży -500 g mąki pszennej -170 g wody ciepłej! -2 jajka -1,5 łyżeczki soli -55 g oleju roślinnego -2 łyżki cukru do posmarowania: żółtko wymieszane z 1 łyżeczką wody lub śmietany do posypania: mak, kminek
1. W dużej misce umieścić drożdże z 1 łyżeczką cukru, 100 g mąki i wodą. Odstawić na 20 minut. 2.Następnie dodać pozostałe składniki i wyrobić gładkie ciasto - będzie dosyć zwarte. 3. Przełożyć do miski wysmarowanej olejem, przykryć ściereczką lub folią i odstawić na 2 godziny, by wyrosło. 4. Wyrośnięte ciasto podzielić na 2 części, z każdej zrobić chałkę. 5. Ja zaplotłam swoje chałki z 4 części. Najłatwiej zaplata się chałki w sposób, jaki opisywałam tutaj. 6.Jedną z chałek zwinęłam w okrąg. 6. Zaplecione chałki posmarować olejem i przełożyć na blachę wyłożoną papierem. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 1-2 godziny. Radzę pozwolić chałkom solidnie wyrosnąć, dzięki czemu będą puszyste i miękkie. 7. Piekarnik nagrzać do 190 st C. 8. Chałki posmarować żółtkiem wymieszanym z wodą lub śmietaną (1 łyżeczka na żółtko), posypać makiem lub kminkiem. 9. Wstawić do piekarnika i piec 20-30 minut. 10. Po upieczeniu studzić na kuchennej kratce.
Smacznego!
Ps: Tak na marginesie, była to moja pierwsza! chałka (zaplatałam ją chyba z pięć razy :-).
niedziela, 24 stycznia 2010
Brukselka? Tak brukselka:) Do dania jej ostatniej szansy zachęciła mnie Liska parę tygodni temu. I wiecie co? Wcale nie jest niedobra. Wystarczy tylko trochę przypraw, sprawnej ręki* i może zamienić się w przepyszne warzywo. Tę zupkę dedykuję tym dla których jak zresztą i dla mnie do niedawna zjedzenie brukselki było największą karą. (-:
Zupa cebulowa z brukselką Przepis: Sophie Grigson
450 g cebuli, obranej i pokrojonej w piórka 30 g masła 1 łyżka cukru (użyłam trzcinowego) 1,2 litra wywaru z warzyw lub kurczaka 450 g brukselki, umytej, odcięte końce, główki przekrojone na pół 1 łodyga tymianku (użyłam 1/2 łyżeczki suszonego i kilka gałązek świeżego oregano) sól i pieprz do smaku, szczypta pieprzu cayenne (dałam zwykły, czarny) grecki jogurt lub kwaśna śmietana
W garnku roztopić masło, wrzucić cebulę i dusić ją pod przykryciem 30-40 minut. Ogień powinien być malutki, cebulę należy co jakiś czas mieszać, by miękła ale się nie przypalała. Dodać cukier, wymieszać i dusić bez przykrycia 10-15 minut. Dodać brukselkę, wywar, tymianek. Gotować jeszcze ok. 15 minut - brukselka powinna być miękka, ale nie rozgotowana. Wyjąć tymianek, jeśli używaliśmy świeżego.
Autorka radzi zupę zmiksować, ja jednak wolę ją w wersji niemiksowanej.
Doprawić solą, pieprzem. Podawać z jogurtem.
Smacznego!
* która będzie nacinała krzyżyki na główkach małych kapustek.
wtorek, 19 stycznia 2010
No to lecę dalej z tymi chlebowymi wpisami:). I tak dzisiaj Wam pokażę mój (chyba ulubiony!) niesamowity chleb ... Artos to bowiem grecki chleb świąteczny. Ma on narawdę niecodzienny, doskonały smak przyowołujący na myśl Boże Narodzenie. To za sprawą mielonej skórki pomarańvczowej, godździków, miodu oraz ziela angielskiego. I tak choć chlebów nie lubię powtarzać i NAPRAWDĘ jest malutka garstka przepisów, które powtarzam, to ten na stałe wpisuję się do mojego chlebowego repertuaru. Dodam jeszcze, że "ślęczenie" przy młynku sprawiło mi ogromną przyjemność, bo aromaty unoszące podczas mielenia przypraw są niezapomniane. Gorąco polecam! Ja sama zostałam dosłownie 'zasypana' przedświątecznymi Artosami na wielu blogach (-;.
Artos - grecki chleb świąteczny Źródło: Blog Tatter
1 szklanka zakwasu pszennego 3.5 szklanki mąki pszennej chlebowej 1 łyżeczka soli 1.5 łyżeczki drożdży instant 1 łyżeczka cynamonu 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej 1/4 łyżeczki mielonego ziela angielskiego 1/4 łyżeczki mielonych goździków 1 łyżka zmielonej kandyzowanej skórki pomarańczowej 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z migdałów 2 duże jajka, lekko roztrzepane 1/4 szklanki miodu płynnego 1/4 szklanki oliwy z oliwek 3/4 szklanki letniego mleka
Do posmarowania bochenka (pominęłam) 2 łyżki wody 2 łyżki cukru 2 łyżki miodu 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu pomarańczowego 1 łyżeczka ziarna sezamowego
W dużej misce wymieszać razem: mąkę, sól, drożdże, cynamon, gałkę, ziele angielskie i goździki. Dodać zakwas, ekstrakt, jajka, miód, oliwę i mleko. Dobrze wymieszać, aż z ciasta utworzy się kula. Ciasto wyjąć na kuchenny blat i zagnieść miękkie, delikatnie lepkie ciasto (ok 10 min.). Pierwsza fermentacja to ok 1 1/2 godziny, w połowie której ciasto należy odgazować i złożyć (technika strech and fold - czyli tak naprawdę złożenie ciasta w kopertę). Gdy ciasto podwoi swoją objętość wyjmujemy je z miski i po lekkim odgazowaniu, formujemy kulę i zostawiamy do wyrośnięcia na godzinę. W tym czasie nagrzewamy piec do 180st.C. Wierzch bochenka smarujemy miodową glazura. Pieczemy 20 min, następnie obracamy bochenek o 180 i pieczemy kolejne 20-25 min. Przed podaniem koniecznie chleb należy wystudzić ok. 1 godziny. Smacznego!:)
piątek, 27 marca 2009
Oskar Pischinger był skromnym wiedeńskim cukiernikiem, żyjącym w drugiej połowie XIX wieku. Niezwykle sobie cenił zalety chrupiących wafelków. Od dawna nosił się z zamiarem zrobienia z nich tortu, ale pomysł wydał mu się z początku tak błahy i zwyczajny, że długo zwlekał, nim go zrealizował. Pischinger kosztował pierwszy kawałek tortu bez przekonania, zastanawiając się, czy rzecz tak prosta znajdzie uznanie klientów. Przy drugim kawałku nie miał już tych wątpliwości, a trzeci wprawił go w euforię. Klienci mistrza Oskara zareagowali natychmiast i zupełnie jednoznacznie. Przed cukiernią zaczęły się tworzyć kolejki, a nowy torcik należało zamawiać z wyprzedzeniem. Kiedyś królował-podobno na kinderbalach,dziś jest często przygotowywany od tak.Jego smak jest specjalny - w niczym nie przypomina "kupnych" czekoladowych wafelków. I jakoś tak łatwo jeden po drugim kawałek wchodzi do buzi:P To moja pierwsza propozycja w ramach Wielkanocnej kuchni:).Myślę,że to dobry pomysł,bo przygotowanie nie zabiera zbyt wiele czasu(pomijając oczywiście gotowanie mleka),a smak jest zabójczo dobry!:)Jedna z moich naj słodkości.Przepisów na nią oczywiście jest mnóstwo,praktycznie każda pani domu ma swój.Ja oczywiście również,chyba jeden z najprostszych i najsmaczniejszych,przygotowanie jest banalne. Należy mieć tylko: - paczkę wafli(najlepiej tych okrągłych,ale mogą być i te kwadratowe:) - puszkę słodzonego mleka skondensowanego - można dodać też garść orzechów,czekoladę,kakao.. Gotujemy mleko przez około 4h na wolnym ogniu w rondelku ,tak aby puszka cały czas była zakryta. Ugotowanym mlekiem przekładamy wafle,tyle poziomów ile nam starczy mlekaPrzygniatamy je czymś twardym,np.książką:),odstawiamy w chłodne miejsce.Najlepsze na drugi dzień lub trzeci..
|
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
O autorce
Ulubione
Zdjęcia i teksty są
mojego autorstwa i podlegają prawu autorskiemu.
Zanim skopiujesz - zapytaj!
*
Jeśli chcesz
umieścić mój przepis
na swoim blogu,
proszę podaj do
niego link.
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||