Blog o ciastach,ciasteczkach i innych słodkościach przygotowywanych przez młodą kuchareczkę
piątek, 12 lutego 2010

Kochani! Mam dla Was małe obwieszczenie:)

Uwaga, uwaga!

Zapraszam od dzisiaj do Galerii Chleba na pieczywo domowego wypieku.

Nie ukrywam, że z pomysłem prowadzenia drugiego bloga "piekarniczego" nosiłam się już od dłuższego czasu. Powstał on z powodów czysto technicznych:)

Chcę niejako "odgrodzić" moje cukiernicze i piekarnicze wyczyny;).

Mam nadzieję, że przyjmiecie Galerię tak samo ciepło jak Waniliową Chmurkę :*

Pozdrawiam, Olcik.

 

 

To kotleciki z serii: "jak dobrze, że jestem w domu".

Dobre na każdy dzień.

Jeśli chodzi o smak to mogę Wam je polecić w stu procentach:)

Pyszne, zarówno na zimno , np. do pieczywa jak i na ciepło  solo do sałatki.

Mój typ obiadowy na luty:)

A przepis? przepis Mili Państwo od mojej Mentorki- Liski:*

 

Kotleciki z wędzonej makreli i ziemniaków


-250 g ugotowanych ziemniaków

-1 makrela o wadze 250-300 g (moja była większa jakieś 320 g)

-1 łyżka chrzanu

-1 łyżka soku z cytryny

-1 jajko

-1 łyżka świeżych ziół (dowolnych: ja lubię dodawać szczypiorek, koperek, tymianek)

-pieprz do smaku

-bułka tarta do obtoczenia kotletów

- olej roślinny do smażenia

 

Ziemniaki przecisnąć przez praskę. Makrelę obrać, oddzielić od ości, rozdrobnić widelcem. Połączyć z ziemniakami, chrzanem, sokiem, jajkiem i ziołami, doprawić pieprzem.

Uformować płaskie kotlety, które należy obtoczyć w tartej bułce.

Smażyć z obu stron na rozgrzanym oleju - ok. 2-3 minut z każdej strony, na niedużym ogniu. Czas smażenia zależy od wielkości kotletów.

 

Smacznego!

wydrukuj przepis

 

 

Ps: Nie omieszkam się pochwalić, iż po badaniach w środę udałam się pierwszy raz w życiu sama! do rybnego w celu zakupienia świeżutkiej makreli:D.

wtorek, 09 lutego 2010

Dziś mamy Międzynarodowy Dzień Pizzy!

To oczywiście dobra okazja do upieczenia tej pierwszej w życiu pizzy.

Mam naprawdę wiele potraw, które chciałabym przyrządzić w domu. Jeśli obserwujecie moje poczynania, to zapewne już zauważyliście, że bardzo dużo moich wypieków i dań jest opatrzona słowami "pierwszy".

Jedną z nich oczywiście jest pizza.

Nie wiem dlaczego tak długo nosiłam się z jej zrobieniem, zawsze postrzegałam to danie jako może nie bardzo, ale trudne do zrobienia:-). Oczywiście myliłam się! Zresztą chyba nie ma się co dziwić, ponieważ w moim domu nigdy pizzy nie robiono. Zazwyczaj kupowaliśmy mrożoną, albo zwyczajnie zamawialiśmy tę z pizzeri kiedyś babcia piekła coś  a'la pizza- bo na gotowych blatach.

Jednak jedno Wam mogę przyznać-  tylko prawdziwa, włoska pizza może się równać z tą pieczoną w domowym zaciszu! (-;

Nawet nie myślałam, że przygotowanie jej to tak prosta potrawa, a zarazem tak różnorodna*

Już od rana widziałam u Was przeróżne pizze, praktycznie co blog, to nowy przepis na ciasto, inne dodatki.

Ja postawiłam na minimalizm, prostotę i pyszny smak.

i... oto co mi wyszło:

Pizza włoska

.. bo tak ją nazwałam, od samego progu było czuć Włochami. Niesamowita! Musicie ją upiec!

Spód zaczerpnęłam od Liski, jest przyjemnie cieniutkie- czyli takie  jak lubię:-)


Ciasto na pizzę

1 pizza na średnią, kwadratową blaszkę

 

- 120 g mąki najlepiej na pizzę (ok. 3/4 szklanki, ja używam mąki do pizzy firmy Mollino, przyp. red. Olcik)

- 1/2 łyżeczki drożdży instant lub 6 g świeżych (dałam świeże, przyp. red. Olcik)

- 1/2 łyżeczki cukru

- 1/2 łyżeczki soli

- 1/3 szklanki wody

- 2 łyżeczki oliwy + 1 łyżka do posmarowania ciasta

 

1.Wszystkie składniki zagnieść - można mikserem. Uformować kulę, posmarować ją łyżką oliwy i odłożyć do miski na 1 h do wyrośnięcia. Przykryć miske ściereczką.

 

W tym czasie zrobić sos pomidorowy:

- 230 g pomidorów z puszki (lubię te firmy Melissa przyp. red. Olcik)

- 1 łyżka oliwy

- 1 ząbek czosnku, drobno pokrojony bądź przeciśnięty przez praskę

- garstka świeżego oregano

- garstka świeżej bazylii

- 1/4 łyżeczki cukru

- 1/2 łyżeczki soli

- odrobina pieprzu

 

Dodatki:

- pudełeczko mozarelli w kulkach

- pół świeżej cebuli

- kilka listków świeżej bazylii

- 3 gałązki świeżego oregano

 

1. Wszystkie składniki na sos umieścić w rondelku. Doprowadzić do wrzenia, następnie zmniejszyć ogień i gotować 10 minut.

2. Wyrośnięte ciasto wyłożyć na śrdeniej wielkości prostokątnej formie. Położyć na papierze do pieczenia. Posmarować sosem pomidorowym i układać na wierzchu dodatki, wcześniej krojąc cebulę i mozarellę w kulkach.

3. Piekarnik nagrzać do temp. 230 st C. Rozgrzewamy blachę.

4. Wstawiamy pizzę do gorącego piekarnika i pieczemy ok. 10 minut.

 

Uwagi: piekarnik powinien być maksymalnie gorący. Dobrze jest nagrzać go nawet godzinę przed planowanym pieczeniem.

Jeśli mamy czas, warto, żeby pizza po rozwałkowaniu, a przed nałożeniem nadzienia, trochę odpoczęła i podrosła ok. 15 minut. Jeśli nie mamy czasu, robimy według przepisu.

 

Smacznego! :)

 

 

 

* no dobra co do tego drugiego to może i wiedziałam:-P

wydrukuj przepis

 

BogutynMlyn.pl zdrowa żywność - w naszej ofercie ksylitol, orkisz, mąka, kawa, mieszanki chlebowe, fruktoza, cukier trzcinowy, oleje, ziarna.

poniedziałek, 08 lutego 2010

 

 

Znów kolejna Weekendowa Piekarnia przeleciała mi jak z bicza strzelił:)

Tę edycję prowadziła Atinka, która wybrała dla nas Pumpernikiel.

Długo nosiłam się z upieczeniem właśnie tego chlba z przepisu Dorotuś.

Jak to zwykle ze mną bywa pod natłokiem spraw i innych przepisów " na już" poprostu o nim zapomniałam.

Chleb ten bowiem jest przepyszny! Ja, wielbicielka słodkich wypieków mogę powiedzieć, że zostaje on od dzisiaj jednym z moich ulubionych.

Jest niezwykle aromatyczny, o głębokim kolorze oraz ze sprężystym miąższem. Dodatkowo  warto też zazmaczyć, że nie wymaga zakawasu, a więc nadaje się dla początkujących piekarzy.

Jedyna trudność  w tym chlebie polega na wstrzymaniu się z  jego konsumpcją przez 24 h od upieczenia.

 

Pumpernikiel

Przepis Anne Sheasby z 'The big book of bread, podaję z moimi zmianami, do ciasta chlebowego dodałam dodatkowo granolę orzechową coby nie było tak nudno:)

 

Składniki na 2 małe bochenki:

 

- 280 g mąki żytniej

- 175 g mąki chlebowej razowej

- 115 g mąki chlebowej pszennej

- 1,5 łyżeczki soli

- 7 g drożdży suchych lub 14 g drożdży świeżych

- 1 łyżka ciemnego brązowego cukru

- 85 g melasy (zastąpiłam ją miodem wielokwiatowym)

- 50 g granoli orzechowej

- 1 łyżka oleju słonecznikowego

- 350 ml ciepłej wody

 

W misce mąkę wymieszać z solą, dodać drożdże suche i cukier, wymieszać (ze świeżymi najpierw zrobić rozczyn). W środku zrobić dołek, wlać melasę, olej, wodę i wyrobić na miękkie, klejące ciasto. Wyrabiać około 10 minut, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Przykryć, pozostawić w cieple do podwojenia objętości (około 1,5 h).

 

Po tym czasie ciasto wyjąć z miski, jeszcze chwilę wyrobić, podzielić na pół. Dwie foremki keksówki (małe) o wymiarach dolnych 9 x 18 cm natłuścić, wysypać otrębami. Każdą porcję uformować w bochenek pasujący do foremki. Chlebki przykryć, pozostawić w cieple kolejny raz, około 30 minut, do podwojenia objętości.

 

Piec w temperaturze 200ºC przez około 30 minut, aż będzie brązowy i postukany od dołu wyda głuchy dźwięk. Ostudzić na kratce, zawinąć w papier do pieczenia i podawać po 24 godzinach.

 

Metoda dla maszynistów:

 

W maszynie umieścić składniki w kolejności: płynne, sypkie, na końcu drożdże. Nastawić program do wyrabiania i wyrastania ciasta 'dough' (około 1,5 h). Po tym czasie ciasto wyjąć, krótko wyrobić, dalej postępować wg powyższego przepisu.

 

Smacznego!

 

 

Kilka podpowiedzi dotyczących chleba, które znalazłam w komentarzach u Dorotuś:

* chlebek najlepiej pokroić po upływie jednej doby i tak też przechowywać

** Zamiast melasy można dodać miodu i zabarwić wtedy chleb dodając kakao (2-3 łyżki).

 

*** A jeśli chodzi o mąkę chlebowa razową - w przepisie mowa o pszennej.

wydrukuj przepis

 

 

Rozwijamy się, Ja i waniliowa chmurka.

Od dziś możecie bez problemu drukować przepisy, wystarczy kliknąć w tę ikonkę .

Pozdrawiam Was ciepło, Olcik.

niedziela, 07 lutego 2010

Właśnie kończy się Skandynawski Tydzień . Oczywiście za późno, bo dopiero wczoraj zdałam sobie sprawę, że trwa (-:

Trzeba więc było dzisiaj rano na prędce znaleźć  recepturę na to coś.

Od ponad półtora tygodnia chodziła za mną szarlotka.

Mojej głowy nie mógł opuścić ten przepis. Już miałam przystępować do działania, kiedy rzutem oka na poprzedni wpis dostrzegłam to czego szukałam, Szarlotki po szwedzku.

Tę szarlotkę mogę skwitować jednym zdaniem: " Jabłka na miękkim cieście otoczone bezową chmurką".



Szarlotka po szwedzku

Przepis pochodzi z książki Four 'Seasons Cookery Book' Margaret Costy

Składniki:

 

CIASTO

-85g mąki

-55g masła

-25g cukru

-1 żółtko

NADZIENIE

-skórka z 1/2 cytryny (pominęłam)

-2-3 łyżki (30-45ml) dżemu malinowego albo morelowego (użyłam ok. 70 g dżemu pomarańczowego przyp. red. Olcik)

-115g cukru pudru

-350g jabłek

-białka z 2 jajek.

 

Naczynie do pieczenia wyłożyć wyrobionym ciastem i piec w piekarniku nastawionym na 190 st., aż się zarumieni. Posypać otartą skórką z cytryny i rozsmarować dżem.

55g cukru rozpuścić w 150ml wody, gotując na małym ogniu. Jabłka obrać, pokroić w plasterki i gotować w syropie aż będą dość miękkie. Lekko ostudzić i ułożyć na cieście. Białka ubić na sztywną pianę, dodać resztę cukru i wyłożyć na jabłka. Wstawić do niezbyt gorącego piekarnika nastawionego na 140 st. i piec, aż beza się zetnie i lekko zarumieni.

Można podawać z kleksem bitej śmietany, jogurtu greckiego bądź kulką lodów, na ciepło lub lekko schłodzoną.

Smacznego! :)

wydrukuj przepis

piątek, 05 lutego 2010

No Mili Państwo dziś mamy Światowy Dzień Nutelli!

Jako, że zdałam sobie sprawę z tego faktu wczoraj o godzinie 23.40 przy okazji planowania dzisiejszego dnia*, to niestety nie udało mi się upiec wcześniej zamierzanego Nutella Cake z przepisu Nigelli.

No cóż.. trzeba było na poczekaniu wymyślić coś innego. Prostego, a zadowalającego.

Co byście powiedzieli na kanapkę z Nutellą, bananem i masłem?

mi smakowało, bardzo.

A przy okazji i humor z rana się poprawi:)

Szczerze wierzę, że to właśnie m.in. dzięki tak bogatemu w endorfiny śniadanku miałam bardzo udany dzień:)

Wszak śniadanie to najważniejszy posiłek dnia.

Kanapka z Nutellą i bananem

Nutella sadwich with banana

- około 3 łyżek Nutelli

- pół dojrzałego banana

- masło

- bułka

Kroimy.Smarujemy, smarujemy, kroimy, układamy na bułce i gotowe (-;

Smacznego.

Pozdrawiam, Olcik!

 

Ps: Uwaga, uwaga. Ta kanapka to mój autorski przepis, wymyślony pod wpływem chwili.

Ta kanapka jest bardzo w moim typie

* a dzień miałam baaardzo ciekawy:). Spędzony na zakupach i to nie byle jakich zakupach! (-;. Reszta jutro.

 

czwartek, 04 lutego 2010

Są takie książki, które od samego patrzenia chce się przeczytać, są też i takie, które pomimo pięknej okładki i dobrych opinii pozostawiają wiele do życzenia i są wreszcie te na które przychodzi swój czas- pomimo niezachęcającej oprawy i braku wiedzy o treści. Te ostatnie zawsze najbardziej mnie ciekawią, siedzą w głowie do momentu aż po nie nie sięgnę. Mają w sobie coś trudno wytłumaczalnego.

Jedną z nich jest książka Neli Rubinstein. Długo spotykałam ją na półce w bibliotece i za każdym razem kończyło się myślą "nie, to nie dla mnie". Musiało minąć dobre pół roku abym wreszcie w drodze do biblioteki pomyślała sobie "a.. może by tak wypożyczyć tę książkę Neli ?". I oczywiście ujrzałam ją na tej samej półce tak jak stała. Niechciana i nieco zapomniana*.

To swoją drogą bardzo dziwne, ponieważ bije z jej treści niesamowita radość życia, ogromne ciepło i  pasja. Pani Nela była córką Emila Młynarskiego, inicjatora powstania Filharmonii Warszawskiej, jej dyrektora artystycznego i pierwszego dyrygenta, a później dyrektora Opery Warszawskiej. Zmarła mając 91 lat w 2001 roku. Podzieliła się swoimi wypróbowanymi przepisami z przeróżnych stron świata. Poznała je u boku męża, wybitnego pianisty Artura Rubinsteina  podczas licznych wędrówek po świecie . Rozsławiła dania polskiej kuchni **.

Nie jest to typowa książka kucharska - brakuje w niej metod żywienia, obliczania kalorii... jest za to swoistym pamiętnikiem wspólnego, rodzinnego gotowania i długiego życia u boku sławnego Artura Rubinsteina.

Ta książka jest skarbincą znakomitych przepisów, na pierwszy ogień poszedł sernik:)

Przepis podaję z moimi zmianami za autorką

Sernik

8-10 porcji

- 350 g "wiejskiego" białego sera

- 8 łyżeczek stołowych masła

- mała paczka wafli (dodałam ok. 120 g wafli z nadzieniem kakaowym)

-2 jajka

- 3/4 szkl. cukru (130 g) ( u mnie w proporcji 2:1 z cukrem trzcinowym demerara)

- esencja waniliowa do smaku (nie dodawałam)

- 1 łyżeczka soku z cytryny (dodałam sok z całej)

Lukier:

- 1 szklanka gęstej śmietany

- 4 łyżki stołowe cukru

- 1 łyżeczka soku z cytryny (pominęłam)

- 1 łyżeczka esencji waniliowej (dodałam kilka kropel olejku waniliowego)

1. Wafle pokruszyć za pomocą wałka: masło roztopić.

2. Pokruszone wafle oraz masło wymieszać i umieścić w tortownicy o śr. 22 cm- ja użyłam o śr. 26 przez co mój był nieco płaski. Następnie masę rozprowadzić w ten sposób, by cienką warstwą pokryło dno i boki tortownicy. Wstawić do lodówki na conajmniej pół godziny, do czasu aż masło całkiem stężeje.- u mnie trwało to całą noc.

3. Piekarnik nagrzać do temp. 180 stp. Ser, jajka, cukier, esencję waniliową oraz sok z cytryny wymieszać, a następnie zmiksować na jednolitą masę. Przełożyć  ją do dobrze schłodzonej formy z wafli i masła. Wstawić do piekarnika i piec przez około 30 minut. Sernik będzie upieczony, gdy poruszywszy tortownicą stwierdzimy, że masa zastygła. Powierzchnia powinna być jasnozłota, masa serowa zaś zwiększy swoją objętość na tyle, że całkowicie wypełni "formę" z wafla. Sernik odstawić na około 20 minut w temp. pokojowej, by nieco przestygł. Masa z sera trochę opadnie, ale to miejsce wypełnimy lukrem.

4. Śmietanę, cukier, sok z cytryny u esencję waniliową dokładnie wymieszać. Masę wylać na sernik i starannie wygładzić. Wstawić do piekarnika i zapiekać przez 5 minut, aż cukier sie rozpuści. Wyjąć i odstawić w temp. pokojowej, aż wystygnie, a następnie wstawić do lodówki. Gdy lukier zrobi się twardy i świecący, sernik jest gotowy.

Smacznego!

Polecam:)

 

* naprawdę mam wrażenie, że czytała ją może z  jedna osoba, bowiem egzemplarz jest w stanie nienaruszonym, pachnie nowością.

** takie jak np. naleśniki czy też bigos (-;

Ps: Tutaj możecie posłuchać wywiadu z Nelą Rubinstein z 1993 - roku mojego urodzenia;P

Sernik bierze udział w:

 

wtorek, 02 lutego 2010

Zebrało mi się na wspomnienia,

 

Chleb

Wiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta,

Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży,

Zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży

Przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta.

Gdy wedle doświadczenia niechybnych probieży,

Nazajutrz ugniot miary właściwej dorasta,

Pierzyną ciepłą kryje pulchne ciało ciasta,

Kędy cierpliwie pory wypieku doleży.

I uklepawszy w płaskie półkule miąższ miękki

W gorący piec je wsuwa na długiej kociubie,

Skąd roztaczając zapach kuszący i miły

Wychodzą wnet pożywne, razowe bochenki,

Brunatne i okrągłe - ku piekarki chlubie -

Jak widnokrąg zoranych pól, co chleb zrodziły.

Leopold Staff

..jeszcze listopadowy,mój pierwszy, koszykowy chleb. Na tę wielką chwilę wybrałam nic innego jak Chleb polski, z przepisu Liski.

Nie dodam nic innego jak to, że był świetny- dla mnie oczywiście mógłby być odrobinkę bardziej słony oraz to, że jak widać z braku doświadczenia upiekłam pyszny płaski chlebek...

Ćwiczenia cierpliwości ciąg dalszy.

Przepis cytuję za autorką

Chleb polski

Polish bread

 

200 ml ciepłej wody*

2 łyżeczki suchych drożdży

500 g gęstego zakwasu żytniego dokarmionego 10-12 godzin wcześniej**

660 g mąki pszennej (najlepiej chlebowej)

1 łyżka soli morskiej

 

 

W misce wymieszać drożdże z mąką. Kiedy nieco zmiękną, dodawać pozostałe składniki. Zagnieść ciasto - powinno mieć elastyczną konsystencję. W razie potrzeby dodać odrobinę więcej wody lub mąki.

Z ciasta uformować kulę, posmarować ją delikatnie olejem, włoxyć do miski i zostawić na 1 godzinę, by odpoczęło.

Następnie delikatnie je zagnieść i uformować podłużny lub okrągły bochenek. Bochenek dokładnie obtoczyć w mące, by w trakcie wyrastania nie przywarł do koszyka.

Koszyczek do wyrastania (lub durszlak) wysypać dokładnie mąką, przełożyć do niego chleb i odstawić do wyrośnięcia - bochenek powinien podwoić objętość. Zajmuje to zwykle 2-3 godziny. Jeśli rośnie wolniej, należy dać mu nieco więcej czasu.

 

Piekarnik nagrzać do 230 st C. (Ja piekę używając kamienia do pieczenia - jeśli go nie mamy, blachę wykładamy papierem do pieczenia). Jednym ruchem przekładamy bochenek na blachę/kamień, ostrym nożem robimy 3-4 poprzeczne nacięcia i wstawiamy do piekarnika.

Na dno piekarnika wsypujemy ok. 1/2 szklanki kostek lodu lub ścianki piekarnika (nie grzałkę i żarówkę!) spryskujemy delikatnie wodą.

 

Po 10 minutach zmniejszamy temperaturę do 210 st C i pieczemy kolejne 20-30 minut - należy sprawdzic stopień zrumienienia chleba. Jedne piekarniki pieką szybciej, inne wolniej. Jeśli chleb jest upieczony - popukany od spodu wydaje głuchy odgłos.

 

Po upieczeniu wyjmujemy chleb, kładziemy go na kuchenną kratkę, delikatnie spryskujemy wodą, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do całkowitego ostudzenia.

Dopiero wtedy kroimy.

 

Smacznego!

 

*ilość wody zależy od gęstości zakwasu, dlatego radzę dolewać ją stopniowo, ewentualnie zwiększając lub zmniejszając jej ilość

 

** można dokarmić zakwas w następujący sposób:

10-12 h przed planowanym pieczeniem:

2 łyżki zakwasu żytniego

200 g mąki żytniej typ 2000

270 g wody

Mieszamy i zostawiamy w ciepłym miejscu na 10-12 h.

poniedziałek, 01 lutego 2010

Niespodzianek ciąg dalszy.

Dochodzę do wniosku, ze skoro nieszczęścia chodzą parami, to szczęścia chyba też (:.

Ogromnym zaszczytem jest dla mnie poprowadzenie Weekendowej Cukierni już po raz drugi. A to wszystko dzięki Naszej  kochanej Poleczce, która nie bała się i dała mi tę możliwość.

Nie wiem jak inne gospodynie/ gospodarze, ale ja zawsze mam problem z propozycjami do takich akcji. Długo zastanawiam sie nad nimi , przeglądam ,oglądam, czytam, a w ostatniej chwili i tak wszystkie je zmieniam o 180 stopni :). I tak też było dzisiaj.

Z racji tego, że luty będzie obfitował we wszelkiego rodzaju święta (Tłusty Czwartek, Walentynki, Ostatki) poniżej przedstawię kilka znakomitych propozycji, które idelanie będą wpisywały się w odświętne menu :)

 

Tłusty Czwartek

Pączki!

(Przepisu na nie szukałam baaaardzo długo, chciałam by był sprawdzony i pyszny. By pączki z niego wyszły takie na jakie czeka się cały rok,czyli przepyszne.:)

Pączki bardzo dobre

Przepis pochodzi z książki "W kuchni babci i wnuczki" wyd. Nowy Świat

- 1/2 kg przesianej mąki

- 5 dag drożdży

- 6 łyżek cukru

- ok. szklanki mleka

-szczypta soli

- 5 żółtek

- 5 łyżek masła

- otarta skórka z cytryny

- 1/2 kieliszka spirytusu lub kieliszek wódki

Do nadziewania pączków:
-konfitura z dzikiej róży

Do smażenia:

- ok. 1/2 kg smalcu

1. Drożdże rozprowadzić z łyżką mąki i cukru ciepłym mlekiem.Poczekać, aż wyrosną.

2. Utrzeć żółtka  zresztą cukru.

3. W miseczce połączyć mąkę z drożdżami, utartymi żółtkami, skórką z cytryny, szczyptą soli, spirytusem i wyrabiać.

4. Pod koniec wyrabiania, kiedy już ciasto jest doskonale wymieszane i lekko odstaje od łyżki lub dłoni, dolać stopione masło. Ciasto powinno być dość "wolne", czyli rzadkie, a także delikatne. Zostawić do wyrośnięcia.

5. Wyrośnięte ciasto rozwałkować lekko na grubość palca na wysypanej mąką stolnicy. Wycinać szklanką krążki, na środek nakładać konfiturę z róży. Można nakrywać takim samym krążkiem wyciętym z ciasta. Można też rozwałkować ciasto nieco grubiej i wycinać jeden krążek, który po nałożeniu konfitury różanej zlepiać palcami w jednym miejscu, tworząc jakby pakiecik.

6. Układać gotowe pączki na serwecie posypanej mąką. Pączki zlepiane z jednego krążka kłaść miejscem zlepienia w dół.

7. W dość obszernym naczyniu rozgrzać smalec. Powinien być dość gorący, ale nie palić pączków; sprawdzić moża wrzucając kawałek ciasta, jeśli się lekko, niezbyt gwałtownie rumieni, temperatura jest odpowiednia. Smażyć po kilka pączków na umiarkowanym ogniu nie gwałtownym, lecz i nie za lekkim, aby nie nasiąkały tłuszczem. Po jednej stronie smażyć pod przykryciem, a po drugiej, po przewróceniu pączków przy pomocy patyczka czy widelca, bez przykrycia, wtedy utworzy sie wokół pączka ładna, jaśniejsza obwódka.

8. Po usmażeniu na brażowo, wyjąć pączki, osączyć z tłuszczu ma bibule, posypać cukrem pudrem przez sitko lub polukrować.

 

 

Kawowe makaroniki z czekoladą

(Idealne na koniec Karnawału, przepis cytuję za Fellunią:)

Składniki:

makaroniki:

100g białek (mniej więcej 3)

40g drobnego cukru

200g cukru pudru

120g mielonych migdałów

1 łyżka kawy mielonej lub rozpuszczalnej

 

krem czekoladowy:

100g czekolady

kilka łyżek śmietanki lub oleju, jeśli musimy unikać nabiału

ewentualnie cukier do smaku (bez przesady, makaroniki są dość słodkie, pasuje więc do nich krem nieco bardziej wytrawny)

ewentualnie trochę rumu lub pasującego likieru

 

Przygotowanie:

1. Makaroniki: białka trzeba rozdzielić przynajmniej dzień wcześniej. Trzymamy je przykryte w lodówce i wyjmujemy nieco wcześniej przed przygotowaniem makaroników, tak aby były mniej więcej w temperaturze pokojowej. Podobno to nie żadna magia tylko wtedy nieco wysychają i efekt końcowy jest lepszy. Niektóre przepisy przewidują nawet dodanie nieco białek sproszkowanych ale nie próbowałam bo nie mam tego specyfiku.

 

2. Migdały trzeba zmielić razem z kawą i cukrem pudrem w malakserze na drobny proszek.

 

3. Białka ubić na dość sztywną pianę, dodać drobny cukier i jeszcze chwilę ubijać. Piana ma być sztywna ale nie ma się rwać (to właściwie ogólna zasada odnośnie ubijania piany z białek).

 

4. Teraz będzie najważniejszy krok dla makaroników. Do piany wsypujemy migdały zmielone z kawą i cukrem pudrem i mieszamy wszystko razem łyżką. Mieszana substancja będzie robiła się coraz rzadsza, trzeba uchwycić właściwy moment. Musi być na tyle rzadka, żeby makaroniki się nieco rozpłynęły, ale nie aż tak by były płaskie jak opłatki. Można sprawdzać wykładając trochę masy na talerzyk. Jeśli po wstrząśnięciu talerzykiem masa rozpłynie się na równiutkie, ale wypukłe kółko to jest ok, a jak trzyma krzywy kształt to mieszamy jeszcze 2-3 razy. Jeśli się rozpływa za szybko to jest za późno i zaczynamy od nowa. Moje, jak widać na zdjęciu, są nieco krzywe, zbyt grube a te małe wzgórza od końcówki do szprycowania nie znikły całkiem. To wszystko oznacza, że powinnam jeszcze zakręcić łyżką 2 razy :).

 

5. Można nakładać makaroniki łyżeczką ale łatwiej to zrobić z rękawa cukierniczego. Jeśli nie mamy to bierzemy torebkę ze sztywnej folii i ucinamy jeden róg, też będzie dobrze. Można również zwinąć nieco pergaminu w tytkę. Końcówka do szprycowania musi być okrągła i dość szeroka (mniej więcej 1cm średnicy), jeśli takiej nie mamy to nie bierzemy żadnej tylko szprycujemy wprost z rękawa.

6. Na blachę wyłożoną pergaminem nakładamy okrągłe ciasteczka o średnicy około 3 cm w odstępach około 2-3cm. Jak skończymy to trzeba uderzyć blachą płasko w stół, tak aby makaroniki się nieco rozpłynęły. Z tej proporcji wyjdą 2 blachy ciasteczek.

 

7. Odstawiamy przygotowane blachy na około godzinę do obeschnięcia. Nagrzewamy piekarnik do 160°C, wstawiamy ciasteczka i pieczemy przez jakieś 15 minut. Potem wyjmujemy i odstawiamy do wystygnięcia. Dopiero potem odklejamy je od papieru (ciepłe mogą się rozwarstwić).

 

8. Krem czekoladowy: czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej razem ze śmietanką lub olejem. Można dodać rum lub likier, wymieszać aż krem będzie gładki i odstawić do przestygnięcia.

 

9. Nakładać odrobinę czekolady na ciasteczka i sklejać je parami. W międzyczasie można zaparzyć kawy lub herbaty, tak aby nie tracić czasu jak już będą gotowe.

 

Uwagi: zamiast kawy można użyć kakao, zielonej herbaty lub innych sproszkowanych substancji smakowych. Często dodaje się też barwniki spożywcze dla uzyskania pojechanych kolorów makaroników, przy czym one również powinny być w proszku a nie w płynie, żeby nie rozcieńczać masy makaronikowej. Nadziewamy ulubionym kremem, zazwyczaj pasującym kolorystycznie i smakowo do ciasteczek.

I.. wreszcie trzecia moja propozycja, czyli:

 

coś na św. Walentego- czekolada plus truskawki= afrodyzjaki

 

Czekoladowe bezmączne brownies z truskawkami

 

( przepis podany przez Dorotuś pochodzi z magazynu The Australian Women's Weekly' - flourless hazelnut chocolate cake, od siebie dodałam truskawki)

Składniki:

- 35 g kakao

- 80 ml gorącej wody

- 150 g gorzkiej czekolady, roztopionej

- 150 g masła, roztopionego

- 230 g ciemnego brązowego cukru

- 100 g zmielonych orzechów laskowych

- 4 jajka

- 100 g truskawek (mogą być mrożone)

 

Dodatkowo:

 

- 1 łyżka kakao, do dekoracji

 

1. Kakao wymieszać z gorącą wodą do gładkości. Wlać do niego roztopioną czekoladę, masło, wsypać cukier, orzechy i dodać żółtka. Zmiksować. Dodać truskawki.

 

2. Białka ubić na sztywną pianę. Delikatnie połączyć z czekoladowym ciastem.

 

3. Blaszkę o boku 19 - 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Przelać do niej czekoladową miksturę. Piec w temperaturze 180ºC przez 60 - 70 minut. Przestudzić 15 minut w blaszce, wyjąć na talerz, do góry spodem, zerwać ostrożnie papier. Oprószyć kakao, pokroić na kwadraty.

 

4. Z przepisu wychodzi 1 nieduża blaszka - 9 sycących porcji.

 

Smacznego.

 

Gorąco zachęcam do lutowego pieczenia!

Olcik.:)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
O autorce
Ulubione
Zdjęcia i teksty są mojego autorstwa i podlegają prawu autorskiemu. Zanim skopiujesz - zapytaj! * Jeśli chcesz umieścić mój przepis na swoim blogu, proszę podaj do niego link.
Tagi