|
Blog > Komentarze do wpisu
Maszkaroons. Lutowa Weekendowa Cukiernia.
Były pączki, było brownies czas i na makaroniki. W moim przypdaku porażkowe;p, ale cóż.. przecież " człowiek uczy się na własnych błędach!" Na nic dziesiątki przeczytanych kartek o tym jak je robić, jak sprawić żeby nie pękły i miały 'stopkę'. Dobra, koniec z tym rozpamiętywaniem strat;p. Kiedyś udadzą mi się takie piękne jak Wasze;)! A dziś.. przentuję moje pierwsze, popękane maszkarony:).
Kawowe makaroniki z czekoladą
(Pyszne lekko ciągnące, wciągające i słodziutkie, przepis cytuję za Fellunią:)
Składniki:
makaroniki:
100g białek (mniej więcej 3)
40g drobnego cukru
200g cukru pudru
120g mielonych migdałów
1 łyżka kawy mielonej lub rozpuszczalnej
krem czekoladowy:
100g czekolady
kilka łyżek śmietanki lub oleju, jeśli musimy unikać nabiału ( darowałam sobie to wszystko i nadziałam je po ludzku Nutellą ;p)
ewentualnie cukier do smaku (bez przesady, makaroniki są dość słodkie, pasuje więc do nich krem nieco bardziej wytrawny)
ewentualnie trochę rumu lub pasującego likieru
Przygotowanie:
1. Makaroniki: białka trzeba rozdzielić przynajmniej dzień wcześniej. Trzymamy je przykryte w lodówce i wyjmujemy nieco wcześniej przed przygotowaniem makaroników, tak aby były mniej więcej w temperaturze pokojowej. Podobno to nie żadna magia tylko wtedy nieco wysychają i efekt końcowy jest lepszy. Niektóre przepisy przewidują nawet dodanie nieco białek sproszkowanych ale nie próbowałam bo nie mam tego specyfiku.
2. Migdały trzeba zmielić razem z kawą i cukrem pudrem w malakserze na drobny proszek.
3. Białka ubić na dość sztywną pianę, dodać drobny cukier i jeszcze chwilę ubijać. Piana ma być sztywna ale nie ma się rwać (to właściwie ogólna zasada odnośnie ubijania piany z białek).
4. Teraz będzie najważniejszy krok dla makaroników. Do piany wsypujemy migdały zmielone z kawą i cukrem pudrem i mieszamy wszystko razem łyżką. Mieszana substancja będzie robiła się coraz rzadsza, trzeba uchwycić właściwy moment. Musi być na tyle rzadka, żeby makaroniki się nieco rozpłynęły, ale nie aż tak by były płaskie jak opłatki. Można sprawdzać wykładając trochę masy na talerzyk. Jeśli po wstrząśnięciu talerzykiem masa rozpłynie się na równiutkie, ale wypukłe kółko to jest ok, a jak trzyma krzywy kształt to mieszamy jeszcze 2-3 razy. Jeśli się rozpływa za szybko to jest za późno i zaczynamy od nowa. Moje, jak widać na zdjęciu, są nieco krzywe, zbyt grube a te małe wzgórza od końcówki do szprycowania nie znikły całkiem. To wszystko oznacza, że powinnam jeszcze zakręcić łyżką 2 razy :).
5. Można nakładać makaroniki łyżeczką ale łatwiej to zrobić z rękawa cukierniczego. Jeśli nie mamy to bierzemy torebkę ze sztywnej folii i ucinamy jeden róg, też będzie dobrze. Można również zwinąć nieco pergaminu w tytkę. Końcówka do szprycowania musi być okrągła i dość szeroka (mniej więcej 1cm średnicy), jeśli takiej nie mamy to nie bierzemy żadnej tylko szprycujemy wprost z rękawa.
6. Na blachę wyłożoną pergaminem nakładamy okrągłe ciasteczka o średnicy około 3 cm w odstępach około 2-3cm. Jak skończymy to trzeba uderzyć blachą płasko w stół, tak aby makaroniki się nieco rozpłynęły. Z tej proporcji wyjdą 2 blachy ciasteczek. 7. Odstawiamy przygotowane blachy na około godzinę do obeschnięcia. Nagrzewamy piekarnik do 160°C, wstawiamy ciasteczka i pieczemy przez jakieś 15 minut. Potem wyjmujemy i odstawiamy do wystygnięcia. Dopiero potem odklejamy je od papieru (ciepłe mogą się rozwarstwić).
8. Krem czekoladowy: czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej razem ze śmietanką lub olejem. Można dodać rum lub likier, wymieszać aż krem będzie gładki i odstawić do przestygnięcia.
9. Nakładać odrobinę czekolady na ciasteczka i sklejać je parami. W międzyczasie można zaparzyć kawy lub herbaty, tak aby nie tracić czasu jak już będą gotowe.
Uwagi: zamiast kawy można użyć kakao, zielonej herbaty lub innych sproszkowanych substancji smakowych. Często dodaje się też barwniki spożywcze dla uzyskania pojechanych kolorów makaroników, przy czym one również powinny być w proszku a nie w płynie, żeby nie rozcieńczać masy makaronikowej. Nadziewamy ulubionym kremem, zazwyczaj pasującym kolorystycznie i smakowo do ciasteczek.
* tak myślę sobie, że to mogło się stać przez mrożone białka, nic innego nie przychodzi mi do głowy, ponieważ zostawiłam je jak było nakazane (przez ok. 1 dzień w temp. pokojowej) ** maszkarony to bardzo trafna nazwa Ani, której to makaroniki wcale nie były szkaradne:D poniedziałek, 01 marca 2010, olciaky
TrackBack
Komentarze
pinkcake
2010/03/01 07:51:58
Ale przynajmniej wyszły Ci gładkie, a nie kostropate jak moje ropuchy;)
2010/03/01 08:08:58
moje z białej czekolady wyglądały podobne - co nie przeszkadzało nikomu w sięganiu po kolejne ;)
2010/03/01 08:44:21
Olcik, mi też zrobiło się coś takiego jak Tobie. Pytałam Feli i ona mówi, że białaka nie były zbyt przesuszone. Trzeba je zostawic bez przykrycia nawet na kilka dni. ja znowu próbuje. Tylko to mielenie migdałów ;-(
2010/03/01 09:56:49
Olciaku a ja i tak podziwiam za odwagę. Następnym razem będą nie tylko pyszne ale i przepiękne (chociaż te i tak mają swój urok).
2010/03/01 10:33:22
Jak to moiwa "pierwsze koty za ploty" :) Dalej moze byc juz tylko lepiej :)) Zobaczysz, jakie cuda jeszcze bedziesz tworzyc :))
Pozdrawiam cieplutko. 2010/03/01 11:31:26
e tam, mi też popękały. I co z tego? P.S. Ja nawet nie wiedziałam, że powinny być niepopękane :)
2010/03/01 11:55:09
No wlasnie, pierwsze koty za ploty :) Teraz bedzie juz tylko lepiej, zobaczysz! A najwazniejsze, ze smakuja :)
Pozdrawiam! 2010/03/01 13:34:31
czy wszystko musi być idealne? chyba nie ,a jeśli są smaczne to to chyba o to chodzi , a nazwa bardzo się m podoba
Mi kiedyś też makaronik nie wyszły , nawet jakieś ciasteczka specjalnie z nich robiłam -Bea mi poszukała przepis co zrobić z takich nieudanych makaroników 2010/03/01 14:51:05
Swoją drogą lepiej żeby smakowały i wyglądały gorzej niż jakby miało być na odwrót :)
A takie tez mają urok! 2010/03/01 15:03:50
plus za odwagę
ja jeszcze nie nawet nie spróbowałam upieczenia ich a następne muszę byc już idealne :-) 2010/03/01 16:04:58
nie wiem czemu jesteś taka surowa dla nich i siebie;) mnie się one bardzo podobają:) z chęcią bym sięgnęła po kilka;)) buźka;*
2010/03/01 16:29:57
Dziękuję bardzo wszystkim za miłe słowa pod adresem maszkaronsów:*
Podsumowując nie opakowanie jest najważniejsze, ale środek (smak, smak i jeszcze raz smak:) Myślę, że wystarczającą rekomendacją będzie to, że zniknęły w przeciągu połowy dnia! :) Ps: Aniu, bo nazwałaś je świetnie!:D Pozdrówka cieplutkie, Olcia 2010/03/01 16:39:25
Olcia, nie wiedziałam, że jesteś taka młodziutka! a takie cuda potrafisz wyczarować!:)) ja w Twoim wieku, dopiero co zaczynałam swoją kulinarną przygodę;) podziwiam i już się nie mogę doczekać na wspólne pieczenie:) buźki
2010/03/01 18:14:20
Dziękuję bardzo za miłe słowa. Aż zachęciłaś mnie do upieczenia jej ponownie - ta z bloga nie zdążyła ostygnąć i już jej nie było :)
Zaniedbałam ostatnio bloga, ale wracam pomału do nadrabiania zaległości. Wyszło na to, że to nie była wina szablonu (aż tęsknię za tamtym... :)), w tym był ten sam problem, ale zauważyłam, że można usunąć weryfikację obrazkową :) Pozdrawiam ciepło 2010/03/01 19:04:21
Ale Ty się przynajmniej skusiłaś i mogłaś delektować smakiem! Ja się bałam, ot co. I boję dalej. ;))
Pozdrawiam! 2010/03/01 20:07:41
Myosthis- nie ma za co:) Szarlotka jedna i druga jest pyszna. Na tą różową mam ochotkę i nawet zaproponowałam ją Ilonce abyśmy sobie upiekły ją razem:)
Oli- nie bój się, babo jedna! Buziak, Olcik. 2010/03/01 20:26:15
A ja się ciągle boję.... musze w końcu tez skoczyć na głęboką wodę :)
gratuluję buziaki M. 2010/03/01 22:17:38
Pierwsze koty za płoty, ups - maszkarony w sensie. To kiedy kolejna maskarada? ;)
2010/03/02 08:32:21
Pierwsze już za Tobą,a teraz będą tylko lepsze :) Prawda, że wciągająca to zabawa :)
2010/03/02 09:03:20
Olcik, podziwiam, ja się jeszcze nie odważam :)
i fakt - smak najważniejszy, skoro szybko zniknęły, znaczy się - pyszne były :) 2010/03/02 11:48:06
Szkoda, że omineła mnie lutowa zabawa :( ale przepisy i tak wykorzystam w stosownym momencie :) Makarony już tak mają, że czasami kapryszą, ale ich smak rekompensuje wszystko :)))
2010/03/02 17:30:32
Zemfi- a już niedługo- mam nadzieję, bo jeszcze ostatek mielonych migdałów został;)
Amarantko- dokładnie i tu się z Tobą zgodzę:D Tilli- oj tak:) Szarlotko- wierzę Ci na słowo;* 3majcie się, pozdrawiam Olcik. 2010/03/02 20:41:52
Ja niestety nie zdążyłam z Weekendową Cukiernią w tym miesiącu. Ale makaroniki na pewno zrobię, Twoje wyglądają super apetycznie :) Pozdrawiam serdecznie - muffingirl
2010/03/02 22:01:52
Jak dla mnie wygladaja super i na pewno byly przepyszne :)
Pozdrawiam cieplutko :* 2010/03/02 22:33:49
ja swoje zawsze suszyłam 3-4 dni na kuchennym blacie, i myślę że to bardzo pomaga bo za pierwszym razem i stópka się udała i konsystencja była w porządku, musisz poeksperymentować, w końcu musi się udać
bogate te Twoje maszkarony ;) 2010/03/03 04:31:21
Wygladaja na zjadliwe wiec chyba nie jest tak zle ;)
Przynajmniej probujesz a praktyka czyni mistrzem :) 2010/03/03 07:52:29
Efi- zrób polecam, nawet jeśli nie wyjdą Ci szablonowo (tak jak Moje), to zapewniam, że smak wynagrodzi wszystko:)
Viri- o dzięki za poradę, poeksperymentuje na pewno!:) Margareto- dziękuję:* Magoldi- dokładnie, nie nie były złe, a raczej bardzo dobre!:D Pozdrawiam. 2010/03/03 14:29:29
Makaroniki wyglądają smakowicie i apetycznie, osobiście jeszcze nigdy ich nie piekłam :).
|
|